Tytuły i śródtytuły: ich znaczenie wykracza poza SEO

Pośród moich klientów jest też parę agencji, które olbrzymi nacisk kładą na to, żeby słowa kluczowe znajdowały się zawsze w tytułach i śródtytułach. Nie udało mi się znaleźć żadnego wiarygodnego źródła, które potwierdziłoby, że ma to znaczenie z punktu widzenia pozycjonowania, więc mogę sobie trochę pogdybać.

Pisanie dla SEO to przeżytek

Sam zwyczaj pisania czegokolwiek tylko dlatego, że „Google to lubi” uważam za obraźliwy dla czytelnika. Oczywiście – pewne zabiegi optymalizacyjne zalecane przez Google wpłynęły na podniesienie jakości publikowanych treści (na przykład preferowanie dłuższych treści), jednak nawet te nie były wprowadzane w trosce o odbiorców. Google to olbrzymia machina, która działa tylko po to, żeby przynosić dochód. Jeśli ktoś napisał algorytm, którego działanie wiąże długą treść z dobrymi zarobkami, to taka koncepcja pisania będzie promowana. Czy jednak będzie to z pożytkiem dla czytelnika?

Niekoniecznie. Przykładów może być wiele: link pojawiający się w pierwszej części artykułu, podkreślanie czy – szerzej – wyróżnianie fraz kluczowych: założenia może nie były złe, ale zdegenerowana postać tych zwyczajów psuje treść, zamiast ją naprawiać.

Warto pamiętać o jednym: Google może i reaguje na zachowania odbiorców reklamy, ale ci reagują na to, do czego zostali przyzwyczajeni. Jeśli więc – niestety tylko hipotetycznie – z internetu zniknęłyby idiotyczne infografiki czy ogłupiające filmy z kotami, to być może odbiorcy reklam przestawiliby się na coś sensowniejszego i wtedy Google musiałoby zmienić swoją politykę programowania botów.

Jakby jednak nie było, sama pozycja w wyszukiwarce absolutnie niczego nie daje. Nie ma nagród za pierwsze miejsce. Idealnie zoptymalizowana i wypromowana treść wcale nie musi spodobać się użytkownikom i marketingowe wymysły, ile to osób wchodzi na stronę z pierwszego miejsca Google, są bezużyteczne, jeśli nie wiadomo, ile z tych osób wychodzi, żeby zrobić zakupy czy znaleźć odpowiedź na swoje pytanie na trzecim miejscu, piątym czy dwudziestym. I nikt nie pyta, czy w ogóle gdziekolwiek znaleźli odpowiedź…

Clickbait musi działać

Clickbait działa i na to dowodów jest mnóstwo, nawet zresztą z epoki, w której o internecie nikt nie myślał. O tym, dlaczego tak jest, opowiadał kiedyś Dawid Myśliwiec, a ja nie przyszedłem tu streszczać jego filmów, więc możesz obie obejrzeć.

I teraz tak: clickbait działa, więc jeśli tylko pokaże się w wyszukiwarce, to szansa na wygenerowanie sporej ilości wejść będzie niemała. Tylko czy w związku z tym warto pisać takie idiotyczne tytuły?

Tak, oczywiście, szczególnie jeśli w artykule są same brednie albo zgoła woda i nic więcej. Idąc kanałem ściekowym, w końcu trafia się do osadnika oczyszczalni. Clickbait więc zwykle prowadzi do czegoś, co nikomu do niczego nie jest potrzebne.

Nie, clickbaitu należy unikać – może i chciałbym poznać 5 sposobów na to, jak stać się milionerem, ale przecież świadomie wszyscy wiedzą, że po pierwsze – takich sposobów nie ma, a po drugie, to gdyby były, raczej nikt by się nimi nie podzielił. Po co więc robić z czytelnika idiotę i wmawiać mu, że na stronie coś znajdzie? Będzie tylko rozczarowany.

To jak w ogóle powinien wyglądać tytuł?

To jest na szczęście dość proste pytanie. Aczkolwiek muszę poczynić jedno zastrzeżenie: te zalecenia podaję z pozycji czytelnika, a nie Google, więc użycie takiego tytułu może się wcale nie przełożyć na wyniki w SERP-ach, a może je i pogorszy? Kto wie. Na pewno jednak pozwala zyskać użytkowników, którzy wiedzą, czego szukają.

  1. W artykułach merytorycznych, np. opisach technicznych, nie stawiaj pytań w tytule. No jak, powiedz, jak, brzmi tytuł „czy nowy Fiat jest dobrym samochodem”? Lepszy efekt przyniosłoby napisanie „Nowy fiat: porażka konstruktorów, zwycięstwo projektantów”. Disclaimer: nie mam Fiata, jeździłem Marejką parę ładnych lat temu i było to świetne auto, więc tutaj tylko używam marki dla ustalenia uwagi, jestem copywriterem, a nie mechanikiem.

  2. W artykułach lekkich, zawierających głównie swobodne przemyślenia, pytania są jak najbardziej na miejscu: „gdzie sprawdzi się skandynawski styl wnętrz?”. I dodam tylko, że stawianie pytań ma sens tylko wtedy, kiedy w artykule znajdzie się na nie odpowiedź. W innym przypadku można pokusić się o tytuł opisowy: „popatrzyłem na styl skandynawski, oto co zobaczyłem”.

  3. Nigdy i nigdzie nie dawaj obietnic bez pokrycia, nie obiecuj odpowiedzi na pytania, na które odpowiedzi nie ma, nie stawiaj się w pozycji eksperta (nie w tytule) i nie buduj tytułów, które są wyłącznie grą na emocjach (takie onetowo-pudelkowo-interiowe „szok, to, co zrobiła, jest skandaliczne”).

  4. Niech tytuł będzie nasycony treścią w takim samym stopniu, co tekst: piszesz o niczym, to użyj clickbaitu, opisujesz lodówkę, to niech będzie to po prostu „opis lodówki Amica” albo „test”, jeśli artykuł był testem.

A co ze śródtytułami?

Nie używaj ich w krótkich artykułach. Nie używaj ich co akapit. Nie stosuj w nich bezsensownych słów kluczowych. Śródtytuł to cwana bestia, która oddziela od siebie części artykułu, których bezpośrednie sąsiedztwo byłoby nieestetyczne albo niemerytoryczne. Usuń w myślach ten śródtytuł, który pojawił się kilka wersów wyżej i spróbuj przeczytać poprzedzający go akapit razem z tym. Bez sensu, prawda? I właśnie dlatego pojawił się śródtytuł.

Nawiasem mówiąc, jeśli spędzasz więcej czasu w internecie niż z nosem w książkach, to będziesz znał śródtytuły raczej jako „nagłówki” albo po prostu „H2”, co oczywiście jest skrótem myślowym, bo w ten sposób określa się je w składni HTML. Taka angielska moda.

Podsumowanie

I to w zasadzie cała filozofia. Znów czuję się, jakbym opowiadał rzeczy oczywiste, ale co rusz wpada do skrzynki list ze zleceniem, w myśl którego, jeśli na początku tytułu i przynajmniej trzech śródtytułów nie znajdzie się kompletnie niegramatyczne słowo kluczowe, to strona zniknie w odmętach internetu.

Nie bój się, nie zniknie. Nic nie znika, choć faktycznie może nie odnieść spektakularnego sukcesu. Pamiętaj też, że krowa, która wysoko w Google stoi, czasem mało mleka daje.

Grafika wpisu: Business vector created by Freepik

Powiązane wpisy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.