Tyle się dzieje, że zapomniałem o nadgryzionej jakiś czas temu serii o błędach językowych. A że wakacje za pasem, to warto do skracanego przez kolejne reformy i święta roku szkolnego dołożyć to i owo.

Nie masz pojęcia, jak trudno jest mi napisać tekst o błędach – nawet edytor cały czas krzyczy „POPRAW”, więc zapewne literówek w tym tekście jest więcej niż w innych.

Na dziś przygotowałem zestaw błędów, które szczególnie często pojawiają się w kupionych tanio reklamach, a mają dokładnie tę samą przyczynę. Tak to już bowiem jest, że kiedy ma się niewiele do powiedzenia, to zamiast treści wybiera się formę. A kiedy wybiera się formę, to koniecznie trzeba znaleźć jakieś mądrze brzmiące wyrażenie. Postawa zdecydowanie nieprzystojna, ale to jeszcze nic. Najgorzej dzieje się wtedy, kiedy się tej formy nie zna, a mimo wszystko stara się jej używać. I wtedy powstają takie oto kwiatki…

Dobra renoma

Nie ma czegoś takiego, jak „dobra renoma”, ponieważ nie ma „złej renomy”. Jeśli copywriter w portfolio ma tekst, w którym używa sformułowania „dobra renoma”, to zostaw go i idź szukać gdzieś indziej. „Dobra renoma” to pleonazm, zła renoma – oksymoron. Renoma z definicji jest dobra – jej synonimem jest „dobra opinia”, więc „dobra renoma” to „dobra dobra opinia”.

O, a tak na marginesie – w reklamach pojawia się czasem „osławiony produkt”. Taki oczywiście może istnieć, ale raczej nie jest to hasło reklamowe, zważywszy na fakt, że „osławiony” to „cieszący się złą sławą”. Coś jakby zła renoma, czyż nie?

Najbardziej optymalny

Redagowanie tekstu polega głównie na wyrzucaniu i wykreślaniu, a zwrot „najbardziej optymalny” jest jednym z powodów, dla których się to robi. A to dlatego, że nic nie może być bardziej lub mniej optymalne, ponieważ „optymalny” znaczy tyle, co „najlepszy w określonych warunkach”. A jeśli tak, to „najbardziej optymalny” znaczyłby „najbardziej najlepszy”. Reklamowo mocne, bo aż dwa „naj-”, ale szczypie w oczy jak okład ze świeżego chili, więc lepiej osłabić przekaz. Niech wreszcie jakieś rozwiązanie będzie optymalne, a nie najbardziej optymalne.

W dniu dzisiejszym

A to już bardziej notka prasowa, wpis blogowy, ale czasem też marny tekst SEO. To wyrażenie jednak błędem nie jest, a przynajmniej nieszczególnie rażącym od strony językowej, natomiast ani jest tak precyzyjne, jak chcieliby tego ci, którzy go nagminnie używają. „Dzień dzisiejszy” to element urzędniczego żargonu, zupełnie zbędny, a nawet szkodliwy w codziennym życiu. Można powiedzieć „dziś”? Można. Krócej, czyli nie brzmi tak mądrze, ale przynajmniej jasno. Samo wyrażenie „w dniu dzisiejszym” przede wszystkim właśnie jest niepotrzebnie rozwlekłe, a w pewnych przypadkach wygląda jeszcze gorzej, bo czasem w notkach prasowych pojawia się na przykład taki fragment „W dniu dzisiejszym (21 czerwca)”. No nie – jeśli „dziś” to zakładać można, że albo odbiorca zapozna się z treścią we właściwym dniu, albo nie ma to żadnego znaczenia (jak w zdaniu „dziś dostęp do informacji jest łatwiejszy niż kiedykolwiek”). Poza tym – akurat w tym wariancie jest to zwyczajnie błędna konstrukcja, bo jeśli czytam w innym dniu, to jedno zdanie dostarcza mi dwóch sprzecznych określeń czasu.

Internet (albo internet)

Tutaj pojawia się problem, ponieważ z jednej strony – obie wersje są dopuszczalne, ale z drugiej – pod pewnymi warunkami. Brakuje spójnej interpretacji, więc ze wszystkiego da się jakoś wytłumaczyć, ale warto wiedzieć, że jednak istnieją pewne różnice między „Internetem” a „internetem”.

  • Słowo „Internet” należy zapisać wielką literą, jeśli chodzi o społeczność ludzi. Językowo to konstrukcje dość trudne w analizie, ale często używane: „w Internecie można kupić wszystko”. Wiadomo, że nie kupuje się w kablach, routerach i serwerach, tylko od ludzi działających w internecie. I tutaj już dopuszczalna jest pisownia małą literą, ponieważ w tym przypadku słowo to określa sieć komputerową.

  • Właśnie tej sieci komputerowej dotyczy druga wykładnia. Słowo „Internet” jest bowiem nazwą własną pewnej specyficznej i ściśle określonej sieci, w związku z czym nawet wtedy, kiedy mówi się o infrastrukturze, należałoby użyć wielkiej litery. Jednak nawet językoznawcy mają pewien problem: mimo że jest to nazwa własna, to jednak używa się jej dziś powszechnie i w związku z tym należałoby już powoli skłaniać się do uznania za poprawną pisowni małą literą – tak też głosi wiele słowników.

Sam przychylam się do pisania słowa „Internet” wielką literą, kiedy mam na myśli ludzi korzystających z „internetu”, czyli sieci. Mam jednak świadomość, że to ograniczenie nie zawsze jest precyzyjne i może zaburzyć logikę wywodu. Dla łatwości radzę więc pisać „Internet” wielką literą – w języku angielskim ta pisownia się utrzymała, u nas odeszła, ale tak naprawdę pozostaje formą wzorcową, czyli idealną. Ostatecznie dobrze też będzie, jeśli wszystkie „internety” zaczną się od małej litery. Na pewno zaś nie będzie dobrze, jeśli sieć będzie Internetem, a społeczność internetem. Powtórzę jednak – tu wykładnia nie jest jednoznaczna i ze wszystkiego da się wybronić, o ile jednak pisownia będzie stosowana konsekwentnie.

 —

Grafika wpisu: Speech bubble vector created by Freepik

Powiązane wpisy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.