Produktywność: parę niemądrych pomysłów rodem z internetu

Produktywność: parę niemądrych pomysłów rodem z internetu

Internet pełen jest informacji od ekspertów, którzy radzą, jak mądrze gospodarować czasem. Widzę z tymi poradami jeden problem – wdrożenie w życie wielu „systemów produktywności” zajmuje tak wiele czasu, że na dobrą sprawę pół dnia poświęca się na planowanie, a drugą połowę na pracę. Ale nie wszystkie pomysły są złe.

Widzę to tak: zebrałem sobie z różnych źródeł parę pomysłów, które przedstawia się jako sposób na walkę z bezproduktywnością. O każdym napiszę teraz kilka zdań. Oczywiście dobrałem takie punkty, które mogę zinterpretować w kontekście marketingu i z tej perspektywy będę opowiadał. Z jakiegoś powodu wszystkie te punkty są stosunkowo nowe – starsze zasady produktywności nie wydawały się aż tak skomplikowane…

Zasada trzech akcji

Najlepiej, twierdzą twórcy tej zasady, przygotować sobie listę trzech priorytetowych rzeczy do zrobienia w danym dniu. I już na tym etapie mam spore wątpliwości. Po pierwsze dlatego, że zadania dzieli się na podzadania: jeśli zaplanujesz na konkretny dzień napisanie serii artykułów, to czy obejmuje to wyłącznie pisanie, czy też research, korektę, planowanie publikacji i poszukiwanie grafik? Jeśli to pierwsze – fajnie, da się zrobić. Ale seria pięciu dobrze umocowanych w źródłach artykułów z dodatkową grafiką w jeden dzień? Mało prawdopodobne. A jeśli, to już na pewno nie jako zaledwie jedna z trzech rzeczy o najwyższym priorytecie.

Sama zasada nie jest może zła, bo pozwala ograniczyć długość listy spraw do załatwienia. Problem polega na tym, że często przedstawia się to jako absolutnie podstawowe działanie dla ludzi, którym nikt nie wytłumaczył, w jaki sposób konstruować zadania do wykonania i jak szacować czas potrzebny na ich ukończenie, a w takim układzie tworzenie listy priorytetów mija się z celem.

Planowanie tygodniowe

To całkiem fajny system, aczkolwiek nie dla wszystkich działa (czego sam jestem przykładem). Tydzień to nie za dużo i nie za mało, tak w sam raz, żeby w większości podejmowanych działań przynajmniej zobaczyć już jakiś postęp. Samo rozpisanie tygodniowej listy zadań jednak nie będzie wystarczające. Trzeba jeszcze przewidzieć czas na nadgonienie (bo nawet najlepszym zdarza się nie zmieścić w czasie), ale przede wszystkim widzę tu inny problem. Przygotowywanie takich „rozliczeń” tygodniowych może przerodzić się w cel sam w sobie. Żeby jeszcze dokładniej określić, w ilu procentach udało się zrealizować plan, żeby stworzyć ładne graficzne przedstawienia postępów i tak dalej. Niby to nic złego, ale kiedy planujesz pracę na dni od poniedziałku do piątku, to rozliczenie tygodnia zdecydowanie powinno wypaść w piątek, żeby nie marnować soboty. Jeśli jednak skupisz się na precyzyjnym pomiarze wyników i ładnej ich prezentacji, to najprawdopodobniej skończysz z czterema dniami pracującymi i jednym dniem rozliczenia. Nieźle, ale pamiętaj, że to oznacza jeden dzień mniej na realną pracę.

Lista osiągnięć

Zgoda, to przyjemne uczucie, kiedy patrzy się na listę osiągnięć. Ale produktywność to marsz do przodu, a nie patrzenie wstecz. Nie widzę sensu w tej koncepcji. Znam teorię: że uświadomienie sobie, z jakimi problemami już się wygrało, pozwala wygrać z kolejnymi. Ale ta teoria ma błąd: z nowe wyzwania pokonuje się inaczej niż stare i absolutnie nie dlatego, że znajduje się te miłe wspomnienia, ale dlatego, że siada się na tyłku i robi, co trzeba zrobić. Porównywanie dawnych osiągnięć z bieżącymi celami jest trochę jak portfolio copywritera: widać, że coś się zrobiło, może nawet całkiem nieźle, ale najpewniej bieżące cele nie mają wiele wspólnego z tymi, które już zostały zrealizowane, więc tak naprawdę nic z takiego przeglądu nie wynika.

Zresztą – jeśli już naprawdę będzie ci szło dobrze i szybko, to lista osiągnięć będzie coraz dłuższa i dłuższa, a wraz ze wzrostem jej długości łatwiej będzie wbić sobie do głowy, że „hej, tyle zrobiłem, to już reszta będzie banalna” albo co gorsza „tyle zrobiłem, a jeszcze tyle zostało do zrobienia”. W pierwszym przypadku lekceważysz cel, w drugim wpadasz w depresję. Pewien nie jestem, ale mam przeczucie, że żadne z tych nastawień nie pomoże w działaniu.

Partner w realizacji celu

W kontekście marketingu to zasada absolutnie nie do przyjęcia. Nie dlatego, że nie wierzę w jej skuteczność, ale dlatego, że działania marketingowe to, mówiąc szumnie, know-how, więc nie rozpowiada się o nich na prawo i lewo, a rozliczanie się z ogólników nie jest ani motywujące, ani nie daje podglądu stanu realizacji zadania.

Wymieniona właśnie w tym miejscu strategia ta ma jeszcze jedno ograniczenie: po raz kolejny proponuje się stosowanie jakiegoś rozwiązania, które ma pozwolić na kontrolowanie uzyskanych efektów. Znów nic do przodu: rozliczy tydzień na kartce, rozlicz tydzień z kimś, podsumuj dzień, miesiąc i rok, zrób listę osiągnięć. I to jest główny problem wszystkich zalecanych strategii produktywności: świadomość dawnych opóźnień nie pozwala ich unikać w przyszłości, a wiedza o dawnych sukcesach może wręcz rozleniwiać.

Patrzeć do przodu

Choć oczywiście warto co czas jakiś zerknąć na karty historii choćby po to, żeby poszukać tam inspiracji do rozwiązania konkretnych problemów, to jednak cała idea produktywności musi bazować raczej na planowaniu, a nie rozliczaniu. Ważniejsze jest to, co trzeba zrobić, a nie to, co zostało zrobione (lub nie). Owszem, jakieś symboliczne podsumowanie zawsze warto przygotować, ale przede wszystkim trzeba mądrze planować do przodu. Najlepiej bez nadętych instrukcji i zbyt wielu mądrych strategii, których wdrożenie zajmuje więcej czasu niż wykonanie zadań, które się w ich ramach planuje.

Grafika wpisu: Calendar vector created by freepik – www.freepik.com

Robert Wąsik

Od 10 lat copywriter. Zdobywam wiedzę, ale prywatnie zostałem nudziarzem. Nie znoszę komputerów, więc piszę dobrze za pierwszym razem, żebym tylko nie musiał poprawiać.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.