Produktywność nie jest wartością

Produktywność nie jest wartością

Kolejny poniedziałek, kolejny wpis na temat produktywności copywritera. I tym razem na pewno stracę paru czytelników, którzy się ze mną nie zgodzą. Cóż mogę zrobić… Bardzo mi z tego powodu wszystko jedno. Szkoda, że idziecie, ale jeśli nie jesteście w stanie znieść jednej niezgodnej opinii to trudno, nie mam innej możliwości, jak tylko pozwolić wam odejść. Koniec pożegnania, początek pisania.

Nie jest, i basta!

Problem z produktywnością polega na tym, że ktoś kiedyś podjął próbę przeniesienia oceny wydajności maszyn na ludzi. To się nie mogło udać. Albo inaczej – policzyć można wszystko, ale nie każdy wynik ma sens. Gdybyś liczył deltę w gimnazjum, to byś to zrozumiał. Czym innym jest wynik, a czym innym interpretacja. A ponieważ ktoś tam kiedyś delt nie liczył, to teraz wychodzą mu ujemne objętości i produktywność w pracy twórczej. No nie, to tak nie działa.

Zanim usiadłem do pisania tego wpisu, zeszła mi godzina z okładem. Bo musiałem napić się herbaty, bo pomyślałem, że trzeba umyć naczynia, bo miałem otwartą kartę z niedokończonym odcinkiem „Star Talk” z Neilem Tysonem. Jasne – gdybym siedział w jakieś szczurzej korponorze, to byłby to problem. To jednak fatalny błąd logiczny.

Marnuj czas, zachęcam

Jestem daleki od przytakiwania kretyńskim hasłom w stylu „czas zmarnowany z przyjemnością nie jest czasem zmarnowanym”. Jest. Tylko że z przyjemnością. Ale praca copywritera i, jak podejrzewam, grafika, ale także księgowego, doradcy, prawnika, niemal każdego poza lekarzem na ostrym dyżurze i strażaka wymaga jednego: przygotowania pola działania. Zgoda, znam strażaka, który opanowywanie pożaru jako dowódca akcji zaczyna od przyglądania się płomieniom z papierosem, a i lekarze JAKOŚ sobie tam pole działania przygotowują. Jako autor ma się jednak znacznie więcej pola manewru.

Robisz herbatę? Super, nie trzeba będzie sobie przerywać w połowie. Jest potwornie gorąco i czujesz, że lepiej się zdrzemnąć, niż paść w pół zdania? A może zostało ci kilka minut ulubionego serialu? Wszystko ma swój czas. Praca autora nie polega na nabijaniu godzin, bo nawet jeśli wypłatę daje się przeliczyć na stawkę godzinową, to w praktyce każda godzina ma inną wartość. I czas przed pracą trzeba zmarnować – naprawdę nic z tych głupich zajęć nie przynosi realnych korzyści. Poza jedną: nie trzeba później wyhamowywać ciągu twórczego.

W pogoni za liczbą

Produktywność nie jest wartością samą w sobie. Ma tę zaletę, że można ją jakoś uwzględnić w raportach. O – zrobiłem sobie tabelkę w Excelu albo napisałem 14’657 znaków tekstów. I fajnie, ale co z tego? Te liczby najczęściej nie przekładają się na realny zysk.

Produktywność określona jedną liczbą to stawianie sobie celu i skupianie się na wyniku. A na wyniku to może się skupić sprinter biorący udział w zawodach (i tylko na zawodach, bo na treningu liczy się dopracowanie techniki, wydobycie siły czy zwiększenie wytrzymałości). W pracy należy skupić się na procesie twórczym. Copywriter nie jest maszyną zamykającą puszki z konserwą i ilość wyplutych tekstów nie jest dowodem produktywności.

Kryteria własne

Na własny użytek zakładam sobie, że dobrze by było (nie, że muszę, nie że tylko wtedy uznam dzień za zakończony, ale po prostu będzie fajnie), jeśli w ciągu dnia zarobię tyle i tyle złotych. Kiedy się nie uda, po prostu staram się w kolejnym dniu na przykład poszukać kolejnego zlecenia, jeśli mam wrażenie, że brakuje mi klientów, bo siedzę przez kilka godzin i nic nie robię. To wskaźnik pomocniczy, który pozwala oszacować, kiedy jest mniej pracy. Nie po to, żeby codziennie spędzał 2, 4 czy 6 godzin przed komputerem, ale na przykład po to, żebym umiał ocenić, że hej, chyba się już wprawiłem w jakimś temacie, bo idzie mi dużo szybciej – zarabiam tyle samo, stawka się nie zmieniła, ale potrzebuję dwóch godzin mniej, można wziąć coś dodatkowego.

Warto korzystać z takich dodatkowych kryteriów, ale znów – bez przymusu i nie jako wyznacznika sukcesu. Produktywność nie powinna być liczbą. Jej ocena u copywritera to rzecz subiektywna: jeśli odchodzisz od biurka i zrzędzisz „coś dziś niedużo zrobiłem”, to pewnie masz rację i nie musisz tego stwierdzenia konkretyzować, tylko w kolejnym dniu robić tak, żeby kończąc, móc powiedzieć „o, to był dobry dzień”.

Grafika wpisu: Business vector created by freepik – www.freepik.com

Robert Wąsik

Od 10 lat copywriter. Zdobywam wiedzę, ale prywatnie zostałem nudziarzem. Nie znoszę komputerów, więc piszę dobrze za pierwszym razem, żebym tylko nie musiał poprawiać.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.