Każdy, kto prowadził blog – nie tylko ten prywatny, bo problem w równej mierze dotyczy firmowego – zauważył, że utrzymanie stałego stylu jest trudne albo wręcz niewykonalne. Tylko czy należy to potraktować jako wadę? A jeśli tak, to wadę czego: autora czy samego blogu?

Stabilność zawsze na pierwszym miejscu

Uzyskanie stabilności to cel nadrzędny w każdym działaniu. Nie ma znaczenia, jak go opisać: dla członków AA stabilnością ma być trzymanie się z dala od alkoholu, dla przedsiębiorcy – stabilność dochodów (a najlepiej stabilne tempo ich przyrostu), dla kierowcy wymyślono tempomat, a dla blogera? No właśnie. Tu stabilność je raczej nieosiągalna.

Co zaburza równowagę

W myśl zasady „wroga trzeba znać”, warto poszukać źródeł niestabilności. Spora część z nich jest oczywista dla kogoś, kto zaczynał pisanie lata temu: styl dopracowuje się i zmienia przez całe życie. Trudniej jest zmienić poczucie humoru, ale i po wielu, wielu wpisach i ono może ewoluować. Znacznie bardziej irytujące i potencjalnie szkodliwe są wahania w mniejszej skali, a więc ze wpisu na wpis. Pisząc regularnie, łatwo wypracować sobie zwyczaj szybszego siadania za klawiaturą, ale nie można z równą łatwością pozbyć się chwilowego nastroju. Wpis napisany w chwili radosnego uniesienia będzie inny niż ten, który pisze się w mentalnym dołku albo przy zupełnie przeciętnym nastroju.

Spójrz jednak jeszcze raz: czy takie wahania faktycznie burzą równowagę? W biologii istnieje pojęcie homeostazy, czyli równowagi dynamicznej. Brzmi to idiotycznie, bo albo coś jest w równowadze, albo się z niej wychyla, ale przecież linoskoczek, aby równowagę utrzymać, też musi zmieniać pozycję. Ba, nawet na rowerze, aby z niego nie spaść, trzeba w jakiś sposób kompensować małe wychylenia ze stanu równowagi. I to samo dzieje się na blogu. Można więc przyjąć, że – choć nie istnieje stan „sztywnej” równowagi – działa coś, co można by nazwać „równowagą w granicach”. W jakim stopniu to zjawisko jest groźne, a na ile pożyteczne?

Korzyści ze stałości

Gdyby dało się, siadając do pisania kolejnego wpisu, wyłączyć emocje, zawsze siadać dokładnie z takim samym nastawieniem i identycznym doświadczeniem, to problemu by nie było. Wpisy byłyby cały czas podobne, najwyżej różniłyby się tematem. Plus jest taki, że kiedy już się znajdzie czytelnika, to w takiej sytuacji najpewniej łatwo uda się z niego zrobić stałego czytelnika. Poza tym – o czym chyba nikogo nie trzeba przekonywać – w punkcie idealnie wyznaczonej równowagi, nie da się popełnić głupstwa (czy raczej nie da się popełnić widocznego głupstwa). Poziom wpisów byłby wyrównany, każdy miałby podobną siłę przekazu, uderzał w te same struny psychologiczne z tą samą mocą.

W sytuacji, w której większość dochodu firmy pochodziłaby z firmowego bloga, można by teoretycznie czuć się bezpiecznie i żyć w przekonaniu, że wypracowany zysk stale by wzrastał. Ale to tylko teoria, bo założenie dodatkowe jest takie, że podobna stabilizacja musiałaby być powszechna i dotyczyć w tej samej mierze autorów, co i czytelników. A tak, jak wiadomo, nie jest.

Korzyści z równowagi dynamicznej

Równowaga dynamiczna to jakiś średni poziom i odchylenia od niego w każdą stronę. Gdyby więc opracować dane statystycznie, można by wskazać jakąś średnią, medianę albo modę, co by było praktyczniejsze, twierdząc, że to punkt idealnej równowagi. Moim zdaniem jednak nie ma w tej sytuacji ideału. To nie matematyka, tylko pisanie – tutaj te odchylenia od średniej (mniejsze lub większe) są potrzebne, ponieważ pozwalają na rozwój. Punkt równowagi, stabilności, kusi, ponieważ jest punktem bezpiecznym. Ale niestety nie pozwala na doskonalenie. Tylko popełniając mały błąd można dowiedzieć się, czego lepiej nie robić.

Równowaga dynamiczna jest trochę ryzykowna, ponieważ stwarza ryzyko, że zdobytego na blogu czytelnika, szybko się utraci. Jednak to właśnie delikatnie różnicując wpisy, można jednego straconego zastąpić kilkoma zainteresowanymi. Pod względem zasięgu to znacznie lepsze rozwiązanie, choć oczywiście trzeba je będzie jeszcze rozsądnie rozegrać.

Stabilizacja to nie stagnacja

Utrzymanie równego poziomu jest ważne. Ale blog, na którym nie na lepszych ani gorszych wpisów, jest zwyczajnie nudny. Inna sprawa, że kiedy pisze się o kwestiach technicznych, np. efektywności świetlnej lamp LED, to nie ma co nastawiać się na różnice w mocy emocjonalnej wpisów, ale to także nie znaczy, że wszystkie będą takie same.

Nawet długość zdań ma znaczenie, a ta też będzie różna w zależności od nastroju autora, gdyż ten przekłada się na zdolności twórcze, pozytywnym będąc, dając możliwości logicznego rozwinięcia długiego zdania, czego wymyślnym dowodem jest zdanie, które właśnie czytasz, a które napisałem po to, aby udowodnić, że jestem w stanie stworzyć kompletnie niepraktyczną i zbyt długą wypowiedź, będącą dowodem mojego intelektualnego potencjału, którego istnienia jednakowoż można się tylko domyślać.

Tak, to zdanie miało 68 słów, a zalecana długość to 18. W związku z tym wracam już do punktu równowagi, a Ty przyjrzyj się swoim wpisom i zobacz, czy aby ze stabilizacji nie zrobiłeś bożka.


Obraz wyróżniający: Designed by Freepik

Powiązane wpisy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *