Masz pozwolenie na broń? Nie?! To jak wybierzesz copywritera?

copywriter jako broń? Dlaczego nie?

Zdarzyło mi się popełnić na blogu porównanie stylu pracy copywritera do różnych pojazdów. A tym razem pójdę w inną stronę i zerknę, jakby to wyglądało, gdyby copywriter był bronią. W końcu nie bez powodu prowadzi się „kampanie marketingowe” i podejmuje „akcje promocyjne”, czyż nie?

  • Okręt wojenny. To najczęściej agencja, a nie copywriter. Pancerniki odeszły w niepamięć wtedy, kiedy się okazało, że łatwiej zniszczyć je z samolotu, niż samolot z ich artylerii. I rodzajem okrętów, który do dziś ma największe znaczenie, został lotniskowiec. Nie dlatego, że jest taki doskonały, ale dlatego, że zapewnia możliwość startu samolotów, które wykonują większość zadań. Dowódca prosi o wsparcie okręt, a dostaje samoloty – ty poprosisz o wsparcie agencję, a dostaniesz copywritera. Niby nieźle, ale nigdy nie możesz być pewien, kto przyleci, z jakim uzbrojeniem i czy w ogóle dotrze nad cel.

  • Myśliwiec. Zasięg ma spory, pułap olbrzymi, siłę ognia gigantyczną, jest szybki, ale koszmarnie drogi. W dodatku trzeba go często zmieniać. Nawet najdoskonalsze myśliwce starzeją się dość szybko, bo to właśnie na ich zwalczanie ukierunkowany jest rozwój broni przeciwlotniczej. Copywriter-myśliwiec pojawia się nie wiadomo skąd, sieje strach i zniszczenie, jest w tym precyzyjny, ale amunicja kończy mu się szybko, więc takich drogich lotów trzeba wykonać wiele. Jeśli wiesz, w co chcesz uderzyć, to będzie to świetny sposób, ale nalotu dywanowego z myśliwca niepodobna przeprowadzić, więc pomimo spektakularnych wyników, nie wszystko da się zorganizować

  • Karabin wyborowy. Jeden strzał, jeden sukces. Cel osiągnięty, choć nikt – poza samym strzelcem – nie umie powiedzieć, w jaki sposób. To broń, która sprawdza się w każdych warunkach, ale z jednym zastrzeżeniem: musi mieć doskonałego operatora. Gdyby copywriter był karabinem wyborowym, to jednym zdaniem zjednywałby jednego klienta. Niby niewiele, ale gdyby miał przy tym skuteczność porównywalną ze skutecznością snajpera, to świat byłby Twój. I tak faktycznie czasem bywa, ale tylko wtedy, kiedy zamawiający i wykonawca znakomicie się rozumieją.

  • Artyleria. Otwiera bramy piekieł. Dziś może być ustawiana w dowolnym momencie, atakować z odległości, na które nie można odpowiedzieć ogniem, niszcząc absolutnie wszystko z dość dużą dokładnością. Siła ognia jest gargantuiczna i niemal niemożliwa do zbilansowania. Jeśli zatrudnisz copywritera pracującego w takim stylu, masz niemal całkowitą gwarancję sukcesu. Jest jednak małe „ale”. Artylerii rzadko używa się jako pojedynczych elementów uzbrojenia. Jej skuteczność wynika w dużej mierze ze zgromadzenia wielu jednostek w tym samym miejscu i zdolności do utrzymania skoncentrowanego ognia. W związku z tym copywriter-haubica rzadko pracuje sam, a to podnosi koszty i ryzyko związane z błędnym ustaleniem celu.

  • Broń szybkostrzelna. 12 Gatlingów kupionych za prywatne pieniądze jednego z generałów Północy mocno wpłynęło na przebieg Wojny Secesyjnej. Broń ta jednak bazowała na ilości – zmasowany ogień automatyczny sprawdzał się w walce z przeciwnikiem zgrupowanym w ciasne formacje. Copywriter szybkostrzelny też przyda się tam, gdzie trzeba nadrabiać stracony czas i wyraźnie zaznaczyć swoją obecność. Nie jest to jednak człowiek od roboty precyzyjnej.

  • Rakiety. Są niemal bezużyteczne. Nie tylko ruska katiusza, która strzela gdzie ma ochotę, ale przede wszystkim dlatego, że każda z rakiet wymaga idealnej wyrzutni, a te są drogie, czasem niestabilne i niezbyt poręczne. Generalnie jednak idea jest znakomita: odległość może być dowolna, pogoda staje się obojętna, a wystarczy tylko wprowadzić dane celu, odpalić i zapomnieć. Sukces murowany. Jeśli znajdziesz takiego copywritera, to wystarczy, że podasz mu cel i możesz iść spać, a on zajmie się wszystkim. Jednak raczej nie chcesz znać ceny takiej usługi. No i nikt też nie strzela rakietami bez wcześniejszego dobrego rozpoznania.

  • Bomba atomowa. Broń ostateczna, która na pewno zniszczy konkurencję. Niestety Ciebie prawdopodobnie też. Już sama praca nad opcjami jądrowymi sprawi, że wypadniesz z głównego obiegu. W copywritingu może to być na przykład zbytnie zaangażowanie w SEO, w którym zapomnisz, że żaden bot nigdy niczego od Ciebie nie kupi. Skrzywdzisz w ten sposób klientów, każąc im czytać bzdury i kupować bezwartościowy produkt, a także siebie, bo chyba nie chcesz mi powiedzieć, że siedząc w samym środku zamieszania, wyjdziesz z niego po prostu otrzepawszy się z kurzu?

  • Czołg. W teorii świetne rozwiązanie: duża siła ognia, znakomite opancerzenie, niemal pełna niezniszczalność. Niestety to wszystko okupione przeciętną mobilnością, koniecznością współpracy z jednostkami innego rodzaju i sporymi kosztami. Mało tego, jeśli znajdziesz czołg-copywritera, to istnieje duże prawdopodobieństwo, że zamiast jakiejś legendarnej albo bardzo nowoczesnej konstrukcji, zapłacisz fortunę za przerdzewiały złom, który w najlepszym wypadku dobrze wygląda, a w najgorszym: nie ma nawet wyglądu.

Copywritera wybiera się jak broń: do realizacji konkretnego zadania. Gdyby istniał ideał, to dziś oglądalibyśmy tylko bitwy na maczugi, albo jedynie wojny śmigłowców czy choćby bitwy morskie. Mam jednak wrażenie graniczące z pewnością, że rzeczywistość jest może brutalna, ale zdecydowanie bardziej zróżnicowana.


Grafika wpisu: Background vector created by Ibrandify – Freepik.com

Powiązane wpisy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *