Zasadniczo pośpiech jest wskazany, jak mawiała moja polonistka, tylko przy łapaniu pcheł. Żeby jednak siedzieć za długo nad artykułem… to też niezdrowo. Tylko jak skrócić proces twórczy, a jednocześnie nie zaryzykować utraty jakości?

Oczywista oczywistość

Są sprawy, które chyba nie wymagają tłumaczenia, dlatego krótka lista. Szybciej pisze się:

  • na tematy, w których już się coś wie;

  • w TE dni, które charakteryzują się szybszym spływem myśli na papier;

  • jeśli za napisanie przewidziana jest lepsza niż zwykle nagroda (najlepiej pieniężna i wypłacana od ręki);

  • evergreeny, które przeważnie wymagają mniejszego nakładu czasu na zbieranie materiałów.

Warunki szybkiego pisania

Tematu zwykle nie można wybierać zupełnie dowolnie, czekanie na wenę może nie mieć końca, wypłata czasem jest fatalnym aktywatorem, a evergreeny często wychodzą nędznie, szczególnie jeśli niczego nowego nie wnoszą. Pozostaje więc pisać dobrze, ciekawie, poprawnie i szybko. Da się to zrobić przy minimalnym wysiłku i odrobinie praktyki.

Przygotowanie

Najpierw przygotuj otoczenie. Sprzątnij, przewietrz, wyłącz telefony, sprawdź maile itd. Czyli wyprokrastynuj się za wszystkie czasy. Przerywając pisanie w celu sprawdzenia kolejnego niecierpiącego zwłoki powiadomienia na Facebooku, nigdy nie skończysz.

Przygotuj komputer. Taka prawda: Windows woła o coś bez przerwy, Linux zwykle mniej, ale oczywiście zawsze wpadnie aktualizacja w połowie akapitu (a kysz, a kysz!). Stwórz folder z materiałami, zapisz od razu pusty plik pod właściwym tytułem, a później pamiętaj, żeby często zapisywać postępy.

Zrób sobie przy okazji herbatę, kawę, wlej do kufla piwo, wino do kieliszka czy co tam jeszcze jest Ci potrzebne, ale zrób to i więcej nie myśl. Zrelaksuj się, załatw różne drobne rzeczy wokół i nastaw się na pracę.

Stwórz szkic

Łudzisz się, że uda się zacząć od początku? Jeśli tak, to są dwa wyjścia: albo jesteś geniuszem, albo głupcem. Poza najkrótszymi artykułami raczej wygodniej zaczyna się od środka, a już na pewno nie od tytułu. Napisz cokolwiek, choćby dowolne zdanie ze środka planowanego tekstu. To już coś, co można rozbudować, a zastanawiając się nad rozpoczęciem, możesz jedynie sprawdzać, jak szybko się starzejesz.

Szkic zmodyfikuj do postaci konspektu. Zalet takiego podejścia jest kilka: od razu klaruje się struktura, ujawniają się braki w materiałach, można też wstępnie oszacować długość. Przy okazji uda się znacznie lepiej zaplanować wykorzystanie słów kluczowych.

Wypełnij miejsce

Jeśli masz dobry konspekt (ich tworzenie wymaga nieco wprawy w posługiwaniu się listami, choć możesz pracować też na mapach myśli, aczkolwiek tego osobiście nie polecam), to sprawa jest prosta. Wystarczy bowiem zwyczajnie obudować punkty tekstem. Jeśli konspekt jest średniej jakości, to uporządkuj treść, wypełnij luki i… No i właśnie – zręby już są.

Tutaj pojawi się pewnie jeszcze jeden problem: jeśli zwykle korzystasz ze wspaniałej metody marnowania czasu, czyli próbujesz pisać zdanie po zdaniu, od tytułu do wniosków, to poskładanie konspektu w spójną całość będzie wymagało użycia jakichś sentencji wiążących fragmenty. Wtedy może się przydać stworzona przed rozpoczęciem prac lista słów kluczowych do wykorzystania.

Edycja

Kiedyś musiało do tego dojść… Doszło teraz. Właściwie w tym momencie powinno być na monitorze coś, co przynajmniej z grubsza przypomina artykuł. Ma jakieś nagłówki, jakieś akapity i całą podrzędną strukturę. Należy jedynie przejrzeć cały wpis i zastanowić się, czy rzeczywiście jest kompletny, albo – co pewnie częściej będzie prawdą – czy nie trzeba by czegoś usunąć.

Co dalej? Sprawdzenie pisowni. Szkół, jak zrobić to dobrze, jest naprawdę mnóstwo, a wszystkie one mają jedną wspólną cechę: są do bani. Nie istnieje żadna metoda, która gwarantowałaby większe szanse na sukces od innych. Po prostu zrób to po swojemu, byle było zrobione dobrze.

Grafika

Jeśli korzystasz z grafik we wpisach, to teraz jest najlepszy moment, aby takich poszukać. Nie rób tego wcześniej, ponieważ bez gotowego tekstu nie ma możliwości przewidzenia czy, co i ewentualnie gdzie uda się dopasować. Możesz też zrobić tak jak ja: zrezygnować z grafik i skupić się na tekście. Wtedy jest znacznie prościej, ale nie zawsze to działa i w wielu przypadkach pójście za tą radą byłoby mniej więcej tak samo korzystne, jak skoczenie na golasa do wielkiego wykopu. Pełnego pokrzyw.

Rosnących w kilkumetrowym bagnie.

O temperaturze kilkuset stopni Celsjusza.

Podsumowanie

W teorii wszystko jest proste, bo oto zasiadłem sobie przed monitorem i napisałem receptę na to, jak skrócić proces twórczy. Tyle że to skrócenie w istocie polega na uporządkowaniu prac – samo pisanie zajmie mniej czasu, ale jeśli jakość ma być dobra, to nadal trzeba zorganizować poszukiwanie materiałów, trzeba mieć mnóstwo złotych monet na sprawdzenie pisowni (chyba że masz równie wiele minut i możesz je wykorzystać na polowanie na literówki).

Ile oszczędzisz? Trudno powiedzieć. Na pewno w takim uporządkowanym rytmie pracy odczuwa się mniejszą presję, a to już jest coś, o co warto zawalczyć.

Grafika wpisu: Background vector created by Iconicbestiary – Freepik.com

Powiązane wpisy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *