Landing page słusznie kojarzy się ze stroną napisaną tylko i wyłącznie z myślą o sprzedaży. Niewiele sensownej treści, masa przycisków wzywających do akcji, sporadycznie jakaś nowa informacja. Tak wygląda klasyczny landing, ale sama formuła tego rodzaju środka przekazu jest nieco bardziej pojemna.

Artykuł zapowiedziałem już parę dni temu, więc to tylko spełnienie obietnicy.

Skąd domniemanie, że za ideą prymitywnych wręcz stron może stać coś więcej i że z tego pomysłu w ogóle można wykrzesać coś więcej poza zwykle bełkotliwym nawoływaniem do zakupu? Może tak: nie uważam, żeby landing page przygotowany zgodnie z obecnie dominującą szkołą był skutecznym narzędziem marketingowym. Jednak nie mogę nie zauważyć, że jest to skrajna interpretacja pomysłu na stronę w konwencji one-page, czyli przewijankę.

Przewijanki zostały rozpowszechnione przede wszystkim w nadziei na zdobycie klientów z urządzeń mobilnych – łatwiej jest po prostu scrollować stronę niż korzystać z menu górnego, do którego trzeba co chwilę wracać.

Różnica między reprezentacyjną przewijanką a landingiem sprowadza się do jakości publikowanych treści – na tej pierwszej każdemu zależy na zaprezentowaniu prestiżowego produktu, a landing jest tylko naganiaczem zupełnie pozbawionym finezji.

Co by było, gdyby…

Do prostej idei landing page łatwo się można przyzwyczaić. Taka strona, poza oczywistymi wadami, ma również kilka ważkich zalet:

  • zwykle jest bardzo przejrzysta dzięki akcentom wizualnym;

  • ma jasno określony cel swojego istnienia;

  • jest pozbawiona spowalniających skryptów (np. tłumaczeń, kontroli logowań, antyspamu itd.);

  • bazuje na genialnie prostej konstrukcji wszystko-w-jednym.

Całe wyzwanie sprowadza się więc do połączenia wad klasycznych witryn internetowych oraz tego, co najlepsze w landingach. Po co? Przede wszystkim po to, żeby uniknąć powszechnego dziś tworzenia ułudy prestiżowego produktu. Nie oszukujmy się – prawie żaden produkt nie jest unikalny, a żadna usługa – niepowtarzalna. O wyjątkowości często przesądza np. obsługa posprzedażna, a nie charakterystyka podstawowego towaru. Stosując więc znany z landingów prosty język, można znacznie trafniej opisać spektrum działania firmy, jednocześnie zmniejszając ryzyko rozczarowania klienta, który, zwiedziony zbyt górnolotnym opisem, dostanie do ręki produkt zupełnie przeciętny.

Żeby była jasność – nie mam niczego przeciwko przeciętnym produktom. One nie są złe! To spece od marketingu przyzwyczaili nas do tego, że „tania” sukienka kosztuje 300 złotych, a założenie strony internetowej 800. Jeśli sukienka nie jest z jedwabiu lub strona nie wymaga napisania kodu od zera, to ceny można spokojnie uznać za zawyżone. Podbija je właśnie umiejętny opis produktu. Dla klienta jednak nie wartość jest znacznie mniejsza, dlatego nisza produktów „zwyczajnych”, ale też wysokiej jakości, jakby nieco opustoszała.

Sprzedaż i prezentacja w jednym

Formuła landingu, czyli pojedyncza, niezbyt rozbudowana strona internetowa, jest krótkim, przystępnym sposobem na przedstawienie podstawowych informacji o produkcie. Miejscem na szczegóły jest np. instrukcja obsługi, karta właściwości chemicznych czy tabela ze składem. Strona sprzedażowa może z powodzeniem realizować swoje zadanie, jeśli część detali zostanie z niej usunięta i udostępniona w dokumentach szczegółowych, które można na przykład pobrać z poziomu linków.

  • Skrócenie klasycznej strony sprzedażowej pozwala na jaśniejsze opisanie produktów, bo również copywritera zmusza do innego rozłożenia akcentów w tekście. Tym samym w artykule jest mniej wody, a więcej treści.

  • Zastąpienie stron o skomplikowanej strukturze, właściwych przede wszystkim produktom na siłę lansowanym jako prestiżowe i ekskluzywne, stronami prostymi, likwiduje wprawdzie iluzję wyjątkowości, ale wprowadza do komunikacji zapomniany element szczerości.

  • Ogólnie rzecz biorąc, uproszczenie przekazu powoduje wzrost zainteresowania – przystępny język, lekka forma i czytelny przekaz pozwala zainteresować większą liczbę klientów.

  • Odciążenie strony ze zbędnych skryptów, które tylko spowalniają jej działanie (i ewentualnie mogą stać się bramą dla osób chcących uzyskać nieuprawniony dostęp do serwisu) sprawia, że całość jest bardziej ekonomiczna. W praktyce do zwykłej strony przyczepionych jest kilkanaście skryptów, które mają np. pomagać w optymalizacji (po co, skoro treść jest stała?), pomiarze popularności (niby nic, ale po co robić to w kilkunastu miejscach) czy zmniejszeniu wagi grafik (a czy strona nie lądowałaby się szybciej z dużą grafiką, ale paroma skryptami mniej)?

Jeszcze więcej kreatywności

A teraz wykorzystajmy jeszcze jedną konwencję: skoro każdy tekst jest marketingowym, bo COŚ próbuje SPOPULARYZOWAĆ, to dlaczego landing page może być stosowany tylko w kontekście sprzedaży lub zapisów na listę mailingową?

  • Landing page jako strona przedstawiająca produkt i zachęcająca do przejścia do sklepu. Pozornie zbędny krok, który zmniejszy konwersję. A może jednak dodatkowy kanał pozyskania klienta o szczególnych wymaganiach? Można przecież stworzyć parę landing page o różnym charakterze i skierowanych do różnych odbiorców, których następnie kieruje się do ogólnej strony sklepu.

  • Landing page jako strona idealna dla freelancerów. Wprawdzie trzeba odrzucić rozbudowane portfolio, masę grafik czy rozbudowane formularze kontaktowe, ale odpowiednio projektując jedną stronę, można równie skutecznie pokazać swoje umiejętności, a za buttonem call-to-action ukryć mail lub numer telefonu.

  • Landing page jako strona pilotażowa. Po co inwestować krocie w budowę rozbudowanego serwisu – można stworzyć kilka landingów opartych na zbliżonym schemacie i na podstawie analizy ruchu i działań choćby przeprowadzić proste testy A/B, dostosować formułą serwisu lub wdrożyć pilotażowe rozwiązania techniczne, które dopiero po takim poligonie przejdą do codziennego użytku.

A tu się możliwości nie kończą

Nie bez słuszności mówi się, że papier przyjmie wszystko. Internet zniesie pewnie jeszcze więcej, więc zastosowania landing page można by było mnożyć, ale ponieważ artykuł już robi się długi, to proponuję, żeby każdy z Was zrobił to we własnym zakresie. Oczywiście w razie jakichkolwiek kłopotów, pytań i wątpliwości jestem do dyspozycji – zostaw komentarz, przejdź do formularza lub napisz e-mail.

Powiązane wpisy

Jeden komentarz do Landing page bardziej kreatywnie

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.