Fenomen Archiwum X. Nauczka dla copy!

X Files dla copywritera

Jednym z zadań copywritera jest szukanie inspiracji i wyciąganie wniosków ze źródeł przeróżnych. Również tych absurdalnych, może niedorzecznych, a już na pewno niespodziewanych. Film może jeszcze się w tym zakresie nie mieści, ale na pewno nie jest oczywistością.

Jedną z tych serialowych pozycji, które obowiązkowo zna każdy z przełomu lat 80 i 90 ubiegłego wieku jest „Z archiwum X”. Można nie być pasjonatem serialu, ale ideę zna chyba każdy. Większość jednak oglądała, choć z pełną świadomością, że dotarcie do łóżka po wyłączeniu światła nie będzie zadaniem łatwiejszym niż zburzenie średniowiecznego zamku spadającą swobodnie piłką do ping-ponga. Dlaczego? Jak to wykorzystać?

  • W Archiwum X przyciąga odrealnienie, ale umiejętnie wplecione w realność. To oczywiste bzdury (albo przynajmniej bardzo wątpliwe zjawiska) przydarzające się ludziom stąd. Czyli dokładnie to samo, co w baśniach, choć w nieco innej tonacji: zdarzenia niewyobrażalne w świecie doświadczanym na co dzień. Do wykorzystania w każdym tekście i zawsze, pod warunkiem jedynie doboru właściwych słów

  • Muzyka, która jest tak prymitywna, że aż boli, szczególnie jeśli na co dzień słucha się ścieżek Lorenca, Zimmera albo Powella. I właśnie ta prostota uderza w najczulsze struny: film ma przerażać, a więc wzbudzać najprymitywniejszy instynkt. Po co do tego zaprzęgać przesadnie drogie efekty specjalne, skoro można wykorzystać 3 akordy na krzyż. Czy do wykorzystania przez copywritera? I tak, i nie. Na pewno nie zawsze. Wersja A) to słuchanie muzyki przy pisaniu lub B) (bo nie wszystkim muzyka pomaga), przestrzeganie rytmiki i tempa tekstu. Obowiązkowo i zawsze.

  • Rządowy spisek wspominany jest w (pierwszym i najlepszym sezonie) Archiwum rzadko, raptem parę razy, ale za to jaki mają rozmach, skurczygnaty! A to nie przypadek. O wielkich spiskach nie słychać na co dzień, bo pojawiałaby się fala inspirowanych samobójstw i koniec końców teoria spiskowa wymarłaby razem z wyznawcami. Ale podnoszenie najcięższych argumentów tylko od czasu do czasu jedynie je uwiarygadnia. Czy do wykorzystania? W pewnych przypadkach tak – tak robią autorzy powieści, a copywriterzy nieco rzadziej i zwykle na mniejszą skalę, ale też używają naciąganych argumentów.

  • Narracja to podstawa. Dialogi w Archiwum nie są ani szczególnie bogate, ani tym bardziej częste. Klimat tworzony przez muzykę i scenografię/ scenerię jest naprawdę skutecznym nośnikiem informacji. W ramach eksperymentu włącz sobie wyciszony film z podłożoną inną ścieżką i od razu przekonasz się, że gość nie zostanie zamordowany przez wyrwanie wątroby, tylko po prostu usiądzie i stworzy nudną prezentację na firmowe spotkanie (o ile zdążysz wyłączyć film). Dlatego tworzy się klimat, a nie tylko pisze.

  • Umiar też jest mocną stroną. To były naprawdę genialne czasy – w całym serialu trup ściele się gęsto, a tego nie widać. Wystarcza kropla podkolorowanej wody, przewrócony kubek albo biały wilk i wiadomo, że można odhaczyć jedną (co najmniej) osobę. Dziś nawet w popołudniowych serialach wygląda to znacznie brutalniej. A nie musi – dosłowność w pracy copywritera jest dobra, ale czasem lepiej sprawdza się bikini: niby wszystko wiadomo, ale najważniejszego nie widać.

 

Obraz pochodzi ze strony http://vignette3.wikia.nocookie.net/fanon/images/a/ac/TXF.jpg/revision/latest?cb=20141030222254

Powiązane wpisy

  • Czy materiał był pomocny?
  • Tak   Nie

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *