Dzisiejszy odcinek powstał dzięki temu, że moja wspaniała żona przyniosła do domu ulotkę Starej Mydlarni. Przyznam, że od początku wzbudziła ona moją niechęć (nie, że niechęć do mydła, ale raczej do treści), ale ubranie tego w słowa jest sporym wyzwaniem

Złamanie zasady decorum

Tym, co sprawiło, że ulotce Starej Mydlarni mówię zdecydowane „biorę cię na tapet, coś pomyślimy”, jest fakt braku spójności estetycznej. Nie chodzi tu jednak o to, że autorzy używają zbyt dużej liczby czcionek, przez co ulotka jest nieczytelna, ale o połączenia skrótowców, angielskich wtrętów i samej nazwy Stara Mydlarnia.

Po prostu gryzie mi się Stara Mydlarnia, ręcznie robione, eco, PEG i vege. Co prawda nie jestem regularnym klientem Starej Mydlarni, ale kiedy wchodzę do sklepu z taką nazwą, spodziewam się wyrobów tradycyjnych, raczej prostych, w jakichś sposób technologicznie „starych”. Jednak kiedy ktoś reklamuje je w ten sposób, coś mi w środku zgrzyta.

Nowa nauka!

Nie lubię anglicyzmów w czystej postaci, ale godzę się z nimi tam, gdzie faktycznie są potrzebne, bo ułatwiają komunikację, bo klarują przekaz, bo po prostu lepiej oddają rzeczywistość. Tu jednak żadna taka sytuacja nie zachodzi. Mam wrażenie, że autorzy treści ulotki nie wiedzą do końca o czym piszą, ale jadą bezczelnie tym, co w marketingu nośne. Przykłady? Pewnie!

Jeden rażący, ale nieangielski błąd, to „formaldehydów”. I zgoda, w słowniku to słowo jest, odmienia się właśnie tak, że dopełniacz liczby mnogiej tak by brzmiał, tylko że to słowo nie ma sensu. Żaden kosmetyk nie zawiera formaldehydów, ponieważ formaldehyd to jedna jedyna substancja. Nie tak, jak z cukrami, że nazwa określa całą klasę. Nie. Formaldehyd, czyli aldehyd mrówkowy, to tylko jedna substancja, w dodatku – jak to płyn – niepoliczalna, więc liczba mnoga zdecydowanie w tym miejscu jest… no nie na miejscu.

Nie zawierają wazeliny ani oleju mineralnego? Świetnie. Aha, tylko że wazelina i olej mineralny w przemyśle kosmetycznym są synonimami. Jeśli więc coś nie zawiera oleju mineralnego, to siłą rzeczy nie zawiera parafiny. W drugą stronę z chemicznego punktu widzenia nie musi być prawdą, bo olej silnikowy też może być olejem mineralnym, a parafiną nie jest. Tak jak zaznaczyłem, w przemyśle kosmetycznym, na każdym prawidłowo opisanym opakowaniu, znajduje się zapis dający podstawy, by stwierdzić, że parafina i olej mineralny to ta sama substancja. Po co więc pisać dwa razy więcej? No po co? Po nic.

Polski to czy englisz? Hu nołs?

  • Eco? A dlaczego nie „eko” Brzmi gorzej? Tutaj akurat nie. Jakoś tak się składa, że „eco” są samochody i maszyny, a żywność i kosmetyki są raczej „eko”. Brzmi to po polsku i zdecydowanie lepiej współgra ze STARĄ Mydlarnią.

  • Mydła roślinne vege. Tutaj wymiękam. Roślinne, czyli wegetariańskie. Lepszym słowem w tym kontekście byłoby „wegańskie”, bo właśnie weganizm raczej poszerzył swoje znaczenie, by opisywać nie dietę, a ideologię, natomiast problem leży gdzie indziej. Mianowicie słowo „vege” może i dobrze odpowiada wymogom marketingowym, ale w tej ulotce niczego nie wyjaśnia. Znacznie lepiej byłoby obok tego punktu umieścić logo „Vegan friendly”, które pojawia się w stopce ulotki, unikając językowego zgrzytu. A może po prostu „odpowiednie dla wegan”. Polski nie boli!

  • Mufinki to dziwna, niepotrzebna, a przede wszystkim oficjalnie nieistniejąca forma słowa „muffinki”, która już od jakiegoś czasu w Słowniku Języka Polskiego figuruje. Wprawdzie zaproponowana przez autorów forma jest prostsza, jest krótsza, ale – moim zdaniem – po prostu głupio wygląda i w reklamie to już wystarczający powód, żeby z niej nie korzystać.

  • Eco oleje 100%. I to jest najbardziej idiotyczny fragment całej ulotki. Kwestię słowa „eco” rozjechałem wyżej, ale tutaj mam problem: czy te oleje są 100% eco, czy w butelce znajduje się 100% oleju, z czego nieokreślona część eco, czy może cała flaszeczka to eco olej. Nadal nie wiem, co sprawia, że oleje mogą być eco, ale tutaj dochodzi jeszcze problem wieloznaczności frazy. Jest to fragment kompletnie niezrozumiały, a więc pozbawiony sensu. Takie sobie marketolenie. Jak to zastąpić? Nie wiem, nie mam pomysłu, ale to dlatego, że nie sposób się domyślić, co autorzy chcieli przekazać.

  • Masło Shea. Shea jest słowem pojawiającym się w angielskim „shea butter”, czyli substancji pozyskiwanej z oleistego masłosza. Sęk w tym, że nie istnieje absolutnie żaden powód, aby słowo shea zapisywać wielką literą. W angielskich opracowaniach tak się zdarza, ale nie dlatego, że tak trzeba, ale dlatego, że bardzo często – również ze względów marketingowych – „shea” jest pierwszym słowem zdania, więc siłą rzeczy pisze się je wielką literą. W języku polskim masło shea zapisuje się małymi literami i powinno tak pozostać przynajmniej do chwili, w której uznamy, że należy też pisać „miód Lipowy”, „kwiat Kalafiora” i „kasztan Jadalny”.

  • Wisienką na torcie są skróty dni tygodnia. W zasadzie żadna reguła ściśle nie precyzuje, jak by należało je zapisać, ale to, co prezentują autorzy, to zlepek paru koncepcji. Z urządzeń elektronicznych nauczyliśmy się, że skrótem są trzy pierwsze litery, co wprowadza zamęt, bo część trzeba by kończyć kropką, a część nie. Tradycyjny zapis przedstawił prof. Bańko na stronie słownika PWN i tego bym się trzymał, ewentualnie po prostu utrzymał jedną konwencję, ale nie łączył kilku. Czyli po prostu: pn. – sob. i niedz.

  • Oparty na… I co, myśleliście, że nie zauważę? Nie da się nie zauważyć, mimo że krew zalewa oczy! Kosmetyki oparte na naturalnych recepturach… No nie. Wiem, wiem, że wspomniany już prof. Bańko (tym razem tutaj) uznał taką konstrukcję za możliwą, ale w reklamie „można tolerować” to za mało. Nie wiem, jak widzą tę sprawę ludzie Starej Mydlarni, ale powinni raczej życzyć sobie, żeby klienci POKOCHALI ich produkty, a nie je TOLEROWALI. Dlatego znacznie lepiej byłoby napisać po prostu stworzone zgodnie z tradycyjną recepturą. Da się? Da się. Warto? Warto!

A dodatkowo wspomnę jeszcze, że skoro punkty „w ofercie znajdziesz” zaczynają się wielką literą, to kończyć się powinny kropką. Nie ma zasady, która mówi, że wielką literą zaczyna się nowy wers. Wielką literą rozpoczyna się zdanie lub jednostkę równoważną zdaniu, a nie nowy wers. Proste. Na koniec wersu kropa i wtedy wielka litera linię niżej albo na koniec wersu średnik, i wtedy kolejny wers małą.

Nie do poprawy

Pogrubiłem wyżej to, co byłoby lepszym rozwiązaniem. Nie przepiszę całej ulotki, żeby ją poprawić. Tutaj błędy wynikają w większości z tego, że ktoś chciał upchnąć jak najwięcej wartości marketingowej i co z tego wyszło? Piękny dowód na to, że w pewnych przypadkach bardzo łatwo przesadzić.

Z firm kosmetycznych genialne opisy ma na przykład marka Tołpa (bodajże „mała wielka pielęgnacja”). Tam trudno znaleźć błędy językowe, za to jest treść, którą przyjemnie się czyta i która dobrze oddaje charakter produktu. Mniej marketingu, więcej informacji.

 


Grafika: Hand vector created by Freepik

Powiązane wpisy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *