Cyfrowy minimalizm: jak zwiększyć kreatywność, zmniejszając interaktywność

To nie tak, że kreatywność jest potrzebna tylko copywriterom czy grafikom. Potrzebuje jej każdy. To nie jest magiczna zdolność z kategorii artystycznych – to umiejętność rozwiązywania problemów, na które napotyka się po raz pierwszy. Problem w tym, że świat wirtualny robi wiele, żeby jego uczestnicy w ogóle problemów nie zauważali, a jeśli już się potkną, to korzystali z najprostszej, a nie najlepszej formy pomocy.

Samo mięso

Nie będę się rozpisywał o szczegółach ani tłumaczył, czym jest minimalizm. Dokonam definicji w stylu machania rękami, czyli przez omówienie. To, jak rozumiem pojęcie minimalizmu cyfrowego, wyjdzie samo, kiedy za chwilę przeczytasz o tym, jak – moim zdaniem – wpływa on na kreatywność.

  • Są dwa powody, dla których nie jesteś minimalistą: korzystasz z internetu dlatego, że albo wydaje ci się, że zyskujesz społeczne poparcie, albo dlatego, że otrzymujesz natychmiastowy zastrzyk pozytywnej energii (co często jest związane jedno z drugim). Dlatego przestajesz być kreatywny i poddajesz się kontroli z zewnątrz: kontroli algorytmów i materiałów, które ci one serwują w sieci. Czujesz się dobrze, no bo przecież te wszystkie lajki i szerowania za coś są, prawda? No więc właśnie niekoniecznie. One się biorą z tego, że ktoś inny też chce zostać doceniony, a udzielając się w sieci, czuje się ważny. I ty, i tamta osoba siedzicie wgapieni w ekrany i czekacie, aż algorytm podsunie kolejną rzecz, którą można bezrefleksyjnie strawić, albo aż autoodtwarzanie zdecyduje, co chcesz teraz obejrzeć albo słuchać.
  • Przyjmujesz motel „przyjacielskiego” smartfona. To wygodne – jeśli czegoś nie wiesz, to wyjmujesz telefon, odpalasz Google i zaczynasz się dowiadywać. Jeśli brakuje ci kontaktu, to już nawet nie dzwonisz, tylko sprawdzasz FB (i patrz punkt wyżej). Nudzi ci się – uruchamiasz grę. Nie masz? Nie szkodzi – pobierzesz. Telefon jest przy tobie dłużej niż jakikolwiek inny przedmiot kiedykolwiek wcześniej i bez dwóch zdań dłużej niż nawet najwierniejszy przyjaciel. I nie byłoby nic złego w samej obecności (choć nic dobrego też nie), ale kiedy każdą swoją akcję popierasz konsultacją ze sprzętem elektronicznym. Gdyby to była cegła, to już byś siedział w domu bez klamek, ale jeśli zamiast myśleć i naradzać się z samym sobą, konsultujesz się z ładunkami elektrycznymi, to wszystko jest w porządku…
  • Wydaje ci się, że coś robisz. Bo (patrz punkt wyżej) telefon jest zawsze przy tobie i najkrótszą chwilę „nudy” przepędzasz gapieniem się w ekran. W tramwaju, w poczekalni u lekarza, w kolejce w sklepie, nawet przed zaśnięciem. I tu kreatywność poważnie dostaje po głowie, ponieważ jeszcze nie tak dawno w podobnych chwilach prowadziłbyś eksperymenty myślowe albo po prostu myślał o niebieskich migdałach, stymulując mózg do pracy. Może niezbyt intensywnej, ale często niezwykle skutecznej, bo właśnie w chwilach wolnych wpada się na najlepsze pomysły. Patrząc w telefon, nie można na pomysł wpaść. Najwyżej można jakiś podłapać.
  • Idąc dalej za myślą z punktu poprzedniego – to, że cały czas wpatrujesz się w ekran, nie prowadzi do rozwiązania problemu. Możesz czytać o tym, jak poradzili sobie inni, co robili, możesz pozornie zaspokajać głód informacji, ale to nie prowadzi do rozwiązania problemu. Mózg, który samodzielnie czegoś nie rozpracuje, nie przerywa pracy. Więc tak zabijasz czas, odsuwając od siebie konkretne myśli, ale one wrócą. Prędzej czy później, kiedy tylko dasz im chwilę, wepchną się z powrotem do świadomości. I jeśli znowu podłączysz się do sieci, to tylko odepchniesz je dalej, ale znów – tylko na chwilę. Co gorsza, pewnie za każdym razem trzeba będzie odepchnąć już tak wielką górę nieprzeanalizowanych myśli, że zwalą na się głowę, zanim wyjmiesz telefon. A kreatywność cierpi, bo trenuje się ją na takich właśnie błahych sprawach, od których zaczynałeś to odsuwanie.
  • I jeszcze trochę o detoksie cyfrowym. Jest o tym już cały artykuł, więc nie będę przepisywał całości, tylko dodam, że kiedy pozwolisz internetowi przejąć kontrolę nad twoim czasem, odzyskanie jej będzie kosztowało tym więcej wysiłku, im mniej robisz na co dzień samodzielnie.

Warto się zminimalizować cyfrowo. Najprostsze rozwiązanie, jakim jest szukanie wszystkich odpowiedzi na zewnątrz, sprawdza się naprawdę rzadko. A pielęgnowanie kiepskiego zwyczaju, jakim jest integracja z siecią, prowadzi do poważnego osłabienia własnych zdolności intelektualnych. Po prostu pozwalasz, żeby internet zeżarł ci mózg.

Grafika wpisu: Background vector created by freepik – www.freepik.com

Robert Wąsik

Od 10 lat copywriter. Zdobywam wiedzę, ale prywatnie zostałem nudziarzem. Nie znoszę komputerów, więc piszę dobrze za pierwszym razem, żebym tylko nie musiał poprawiać.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.