Cyfrowy detoks: doświadczenia własne

Cyfrowy detoks: doświadczenia własne

Wydawać by się mogło, że copywriter i komputer to w zasadzie jedność. Autor bez komputera nie istnieje, bo musi przepracować każdego dnia jakieś 10, 12, może 16 godzin przed monitorem. Na podstawie eksperymentu pozbawionego wartości dowodowej, bo przeprowadzonego tylko na sobie (N=1) chcę zaproponować kilka potencjalnych rozwiązań do sprawdzenia przez każdego we własnym zakresie.

Cyfrowy detoks

Przyjąłem to pojęcie, chociaż mnie niezmiernie irytuje, ale jest używane dość powszechnie. W skrócie: chodzi o odłączenie od sieci w tak dużym zakresie, jak to tylko możliwe. Nie postuluję, żeby w ogóle wypowiadać umowę o internet, a smartfon zamienić na starą Nokię, bo to, choć by działało jako detoks, byłoby frustrujące i rodziłoby spore ograniczenia. Proponuję więc coś innego:

  • wybierz, z jakich usług, aplikacji, stron internetowych i innych „cyfrowych miejsc” przez miesiąc nie skorzystasz. Absolutnie wszystko, co nie jest niezbędne – wyrzuć. A nie jest niezbędny e-mail w telefonie, tym bardziej konta w mediach społecznościowych. Jeśli są ci niezbędne, to obawiam się, że na ciebie spada ciężar udowodnienia, że tak istotnie jest;
  • wybierz, z jakich dobrodziejstw internetu skorzystasz, ale w innym zakresie, czyli rzadziej, mniej intensywnie, krócej albo na przykład już nie smartfonie, a wyłącznie w określonym okienku czasowym i przed komputerem. Możesz na przykład wreszcie zamknąć tę przeklętą kartę z kontem pocztowym i otworzyć ją raz albo dwa razy dziennie;
  • znajdź coś, czym zajmiesz czas, który odzyskasz na wyrzuceniu życia cyfrowego. I tu od razu sygnalizuję, że będzie to prawdopodobnie najtrudniejsze zadanie nawet nie dlatego, że nie masz pomysłu, ale dlatego, że prawie każda aktywność wymaga więcej zachodu niż włączenie Facebooka, nawet jeśli daje też o wiele więcej przyjemności.

Po co to robić?

No dobra, Wąsik, ale dlaczego mam w ogóle się tym przejmować?

Odpowiadam: przede wszystkim dlatego, żeby odzyskać kontrolę nad swoim czasem. Nie twierdzę, że internet służy tylko do marnowania życia, ale kiedy już zaczniesz z niego korzystać, to ten zwyczaj będzie się rozbudowywał. I to jest dość problematyczne, bo możesz potrzebować do pracy pięciu czy dziesięciu źródeł internetowych, ale kończy się na przeglądaniu nieskończenie większej ilości stron, które już nie wnoszą nic, albo wnoszą na tyle niewiele, że nie warto się im poświęcać. I w swojej wizji cyfrowego detoksu nie postuluję, że masz wyrzucić komputer za okno, tylko wykorzystać ten okres do odświeżenia spojrzenia: do wybrania tego, co w sieci jest potrzebne, tego, co jest po prostu przyjemne i tego, co stanowi zwyczajną stratę czasu.

A że przy okazji możesz odkryć uzależnienie lub zależność od jakichś stron czy usług to już inna sprawa. Ja na przykład odkryłem, że moja praca bardzo mocno zależy od serwisu Quora (bardziej, niż się spodziewałem), przyjemnym, choć nie niezbędnym serwisem jest czasgentlemanow.pl, a zupełnie niezastąpionym, choć zbędnym w pracy – kanał Astrofazy. Dzięki nałożonym na siebie ograniczeniom łatwiej mi było na nowo w sposób rzetelny i adekwatny do bieżących potrzeb ocenić wartość poszczególnych serwisów. To trochę tak, jakby wyrzuć wszystkie ubrania z szafy, a po miesiącu włożyć do niej jeszcze raz tylko te, które faktycznie się w tym czasie przydały.

Problemy, które napotkałem

Ogólnie rzecz biorąc, cyfrowy detoks jest świetnym pomysłem na to, żeby w racjonalny sposób uporządkować swoje przyzwyczajenia związane z życiem w wirtualnym świecie. Ale jak każde porządki, ma to swoją cenę.

  • Przede wszystkim trzeba na nowo zorganizować czas pracy. Postanowiłem skrócić czas pracy do godziny 16. Już wcześniej pracowałem nie dłużej niż do 19, ale nie miałem godziny rozpoczęcia, więc zdarzało się, że zaczynałem o 15, a wcześniej albo wychodziłem z domu, albo po prostu marnowałem czas. Teraz już się tak nie da. Jest to więc spory przeskok i jeśli taki zaplanujesz, to może się nie udać wprowadzenie zmian w pełnym zakresie.
  • Po drugie, trzeba w nowy kalendarz wpisać wszystkie dotychczasowe zadania. Treningi, porządki, zakupy, gotowanie, czytanie książek – wszystkie one były wpisane jakoś w plan dnia, który – co mnie mocno zaskoczyło – wyznaczał rytm pracy. Zaskoczenie wynikało tylko z faktu, że te wzajemne zależności wykształcały się spontanicznie, a teraz trzeba je było świadomie przebudować.
  • Po trzecie: nie wiadomo, co zrobić z odzyskanym czasem. Fakt – mój detoks był dość radykalny, bo odciąłem się też od wiadomości. Wyrzuciłem sporo z agregatora RSS, uporządkowałem kanały na news.google.com i zrezygnowałem z lektury paru przyjemnych blogów. Okazało się, że te zmiany nie są może drastyczne, ale razem z ogólnym uporządkowaniem życia cyfrowego doprowadziły do powstania paru godzin wolnego czasu. I niby fajnie: to czas na rower, na książkę, na zakupy… Odzyskanego czasu było więcej, niż było potrzeba. Oczywiście – znalazłem nowe zajęcie, ale to już inna historia.

Cyfrowy detoks a copywriting

Całe to przedsięwzięcie było dla mnie dość ryzykowne, ponieważ charakter pracy copywritera nie dopuszcza możliwości zupełnej rezygnacji z internetu. Trudno też po prostu go wyłączyć i pisać bez dostępu do sieci, bo często na bieżąco trzeba szukać materiałów. Nie mogłem więc tu dokonać tak radykalnych cięć, jak bym sobie życzył, ale koniec końców jestem zadowolony z efektów.

Konsumując mniej informacji, robię to świadomie i więcej zostaje w głowie. Ograniczony czas na każde zadanie sprawia, że coraz sprawniej radzę sobie z nietypowymi technikami wyszukiwania, a na listę przydatnych stron trafiły serwisy, których tam wcześniej nie było. Poza tym mam po prostu więcej czasu na aktywność poza internetem, a zawsze byłem (najwyraźniej słusznie) przekonany o tym, że kreatywność w pracy wynika wprost z zadowolenia poza pracą.

Grafika wpisu: Background vector created by makyzz – www.freepik.com

Robert Wąsik

Od 10 lat copywriter. Zdobywam wiedzę, ale prywatnie zostałem nudziarzem. Nie znoszę komputerów, więc piszę dobrze za pierwszym razem, żebym tylko nie musiał poprawiać.

One thought on “Cyfrowy detoks: doświadczenia własne

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.