grafika do tekstu

Zawód copywritera jest zawodem niebezpiecznym. Wprawdzie ryzyko, że zastrzeli mnie przedstawiciel rosyjskiej mafii jest raczej niewielkie, a ponieważ pracuję w domu, to nie mam też wielkich szans na śmierć w katastrofie drogowej, ale każdy copywriter musi liczyć się z koniecznością odpoczynku w domu bez klamek. Jednego dnia pisze się o tym, jak to suplementy diety pomagają, zwykłe jagody leczą raka, a w kolejnym dniu pisze się prawdę. Gdzieś istnieją granice wytrzymałości, ale nie o nich będzie tekst: artykuł poświęcę dość istotnemu dla każdego copywritera problemowi rozdziału prywatnych opinii i „opinii służbowych”.

Mózgowy tryb porno

Każda przeglądarka ma tryb porno, tfu, przepraszam, incognito, chciałem powiedzieć, ewentualnie prywatny. Taki sam tryb musi mieć mózg copywritera: „po zamknięciu wszystkich zleceń, w pamięci nie pozostaną żadne ślady przeglądanych stron ani napisanych zdań. Wszystkie informacje, skazy i zidiocenia zostaną usunięte”. To przydatny gadżet, bo pisanie o niektórych produktach naprawdę nie jest łatwe. W teorii oczywiście każdy wzdraga się przed polecaniem chwilówek, a jeśli copywriter ma choćby śladową wiedzę na temat medycyny, to i suplementów nie poleci (poza trzema wyjątkami). O ile jednak faktycznie można nie pamiętać, co się czytało czy nie chwalić się pewnymi artykułami w portfolio, to aktualny zostaje problem swego rodzaju odpowiedzialności twórcy. Zgoda – nikt nie pociągnie copywritera do odpowiedzialności karnej za zły tekst zawierający nieprawdziwe informacje, ale trzeba samodzielnie ocenić, czy w konkretny temat można się zaangażować.

Czy są rzeczy, o których nie wolno pisać?

Każdy copywriter ma swoją specjalizację: jedni doskonale piszą o przedsiębiorczości, innym wychodzą znakomite teksty na temat telefonów komórkowych, a jeszcze kto inny odnajduje się w tematyce ogrodniczej. W praktyce pisze się najczęściej wszystko, ale to prawda, że jakieś specjalizacje w tej branży też są widoczne. Nie ma więc tematów, których nikt się nie podejmie, ale są takie, za które biorą się tylko nieliczni. Przede wszystkim chodzi tu o programy partii politycznych czy wystąpienia ich przedstawicieli. Jednak ryzykownym, grząskim tematem są także chwilówki. Osobiście uważam, że można o nich pisać, ale edukując, a nie zachwalając. Nie są to korzystne produkty, aczkolwiek umiem sobie wyobrazić, że są osoby chcące taki kredyt zaciągnąć – przerobiłem to w końcu na sobie. Czym innym jednak będzie tekst o porównywaniu chwilówek i porównywarkach produktów finansowych, a czym innym reklama.

Po co o tym piszesz?

Brawo, dobrnąłeś w okolice 2600. znaku, ale pewnie nadal nie masz pojęcia, co czeka Cię na końcu tej czytelniczej drogi. Tylko jedno: ostrzeżenie. Nie zdziw się, jeśli copywriterzy z dużym doświadczeniem nie będą chcieli reklamować bezwartościowych lub szkodliwych produktów. Są tacy, którzy chętnie wezmą kasę za opisywanie „pozytywnych wibracji po 4-MMC”, ale na dobre teksty raczej możesz tutaj nie liczyć, bo choć nie wykluczam, że co niektórzy sami na sobie testowali ten specyfik, to nikt poważny nie poleci go swoim tekstem.

Idźmy dalej

Każdy copywriter ma swój katalog tematów, których nie dotyka. Niekoniecznie zresztą powody muszą być natury ideologicznej: gdybym miał kolejny raz pisać o chłodnictwie przemysłowym ze szczegółowymi opisami różnych wersji instalacji, to pewnie bym się wycofał, albo zrobiłby to klient, któremu przedstawiłbym wycenę. Nie o każdym produkcie czy usłudze można się dużo dowiedzieć z ogólnodostępnych źródeł, a nauka zajmuje dużo czasu – to wpływa na ceny. Znam jednak osoby, które w takim temacie czują się świetnie, a nie wzięłyby zleceń na teksty o fizjologii, które sam pisuję chętnie. Ile z takich odrzuconych zleceń to wynik przeliczenia pracy na złotówki, a ile walk wewnętrznych? Tego nie wiem, ale mam pewność, że jeśli copywriter już się podejmuje jakiegoś tematu, to cokolwiek pozytywnego pewnie w nim widzi.

Powiązane wpisy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *