Tekst o błędach nie może zacząć się inaczej niż od błędu w tytule. Niestety – często autorzy albo nie zdają sobie sprawy z tego, że sadzą byka za bykiem, albo (i to groźniejszy wariant) wiedzą, ale postanawiają, że „tak brzmi lepiej”.

Nawet jeśli odpowiednio długo używana błędna forma wejdzie do słownika, to znajdzie się w nim jako dopuszczalna, a nie poprawna. Na potrzeby codziennej praktyki językowej warto zapamiętać, że wszystkie słowa dzieli się na poprawne (zgodne z kanonem języka wzorcowego), dopuszczalne (na prawach wyjątku, regionalizmy, warianty) i błędne (czyli te, których w słownikach nie ma). Ten tekst będzie opisywał dwie ostatnie grupy.

Wykład dedykowany miłośnikom dedykowania

Słowa dedykowany używa się po to, aby zaznaczyć, że pewien wytwór myśli ludzkiej (rzadziej ludzkiej ręki) jest poświęcony czci konkretnej osoby. Zadedykować można książkę, wiersz, wykonanie sceniczne piosenki, zadedykować można nawet pojedyncze zdanie, natomiast istotne jest, kto jest podmiotem dedykacji. A jest to najczęściej rodzic, żona (z jakiegoś powodu nieco rzadziej – mąż), dzieci, przyjaciele. Nie dedykuje się niczego osobom obcym, tym bardziej że dedykacja wymaga emocjonalnego zaangażowania.

A co nie może być dedykowane? Etui nie może być dedykowane konkretnemu modelowi telefonu (a tym bardziej do modelu telefonu, bo wtedy zdanie jest podwójnie błędne), nie może istnieć dedykowane rozwiązanie, dedykowany procesor. Słowo dedykowany po prostu nie oznacza skierowania, a już tym bardziej przeznaczenia. Szczytem absurdu byłoby, gdyby poeta rozpoczął tomik od zdania słowa te przeznaczam swojej wielkiej miłości. Wielkiej miłości, to może przeznaczyć notatkę na lodówce, zostawianą, gdy rano wychodzi poszukać natchnienia na łące. Dedykacja jest czymś wielkim i zawsze jest zaszczytem, a nie przeznaczeniem.

No i oczywiście wszystkim tym, którzy nie radzą sobie dobrze z percepcją ironii, tłumaczę, że podtytuł tej części (nie mylić z akapitem) jest właśnie ironiczny.

Powtarzam jeszcze raz: nie powtarzaj jeszcze raz

To dość kłopotliwa kwestia, ponieważ możliwe jest powtórzenie jeszcze raz. W jaki sposób? A w taki:

– Wstawaj!

– Wstawaj, powtarzam!

– Wstań już, powtarzam jeszcze raz!

Jeśli mówię coś drugi raz, to powtarzam dopiero pierwszy, a powtarzam jeszcze raz może odnosić się do sytuacji, w której mówię o czymś po raz trzeci lub kolejny. Możliwe? Jak najbardziej. Jednocześnie jednak osobiście nie zalecam używania tej formy, ponieważ jest ona niejednoznaczna, a poza tym – to chyba widać – długa. Jeśli coś cię irytuje, to chcesz zwrócić uwagę szybko, a więc stosujesz krótkie konstrukcje. Mam wrażenie, że powtarzam jeszcze raz jest językową sprzecznością, ponieważ to forma rozwlekła, przesadnie ozdobna, a ma być stosowana w sytuacji, w której nikt o rozwlekłości nie myśli.

Podsumowując, powtarzać jeszcze raz w pewnych okolicznościach można, ale w trosce o jasność przekazu i w celu uniknięcia ewentualnej krytyki, lepiej mówić jeszcze raz albo po prostu powtarzać. Do skutku.

Fakt autentyczny: nie ma faktów nieautentycznych

Sprawa z faktem autentycznym, przyznaję, jest nieco na wyrost, bo na pewno nie jest to najczęstszy błąd. Pojawia się jednak od czasu do czasu, szczególnie wtedy, kiedy autor jakiejś wypowiedzi chciałby uchodzić za bardzo elokwentnego. Jest to jednak w każdym przypadku (poza ironią) tautologia, czyli błąd zbliżony swoją naturą do pleonazmu, z tym że nie wprowadza relacji podrzędności między członami wyrażenia.

Ciekawsze jednak może być to, co się dzieje, jeśli uznać fakt autentyczny za formę poprawną. Można to zrobić, ale raczej należy to traktować w kategorii artystycznej ironii, np.

Jacek opowiedział wspaniały wiersz przed kamerami. To był jednak fakt medialny, a fakt autentyczny był taki, że nie opowiedział, tylko przeczytał z kartki.

I takie zestawienia z rzadka się spotyka, ale w każdym przypadku brzmią równie kiepsko jak mój przykład. Nie widzę lepszego sposobu na pokazanie tego, że fakt autentyczny nawet jako żart wypada naprawdę blado.

A idź się utop w akwenie wodnym!

Zbliża się lato i mam za sobą parę zleceń dotyczących sprzętu pływającego i zabaw plażowych. A w tekstach, które dostałem do opracowania bardzo często pojawiał się akwen wodny. Kiedy więc wyrzucałem wodny, albo z akwenu robiłem zbiornik, tekst często wracał do poprawy z zaznaczeniem, że ma być akwen wodny.

Drogi mój czytelniku, jeśli znajdziesz w normalnych, ziemskich warunkach akwen, który nie będzie wodny, to prześlij mi zdjęcie. I nie liczy się na przykład morze wypitego alkoholu, jezioro płonącej siarki ani inne opisowe konstrukcje będące albo przenośnią, albo artystyczną wizją czegoś, co w fizycznym świecie nie istnieje. Mam oczywiście świadomość, że są takie planety i księżyce, gdzie misy jezierne wypełnia ciekły metan, ale nie wiem, czy są tam jacykolwiek potencjalni odbiorcy reklam pontonów i kapoków. Jeśli tak – trzeba będzie się pogodzić z akwenem wodnym, ponieważ trzeba będzie wyróżnić akwen metanowy. To jednak też nie jest poprawna konstrukcja, ponieważ – jak mniemam – akwen wywodzi się od słowa aqua, czyli woda, więc taki zwrot były sprzeczny sam ze sobą.

Nie ma żadnych akwenów wodnych. To tautologia. Zresztą lepiej brzmi treść w nazwanym konkretnie typem akwenu, zwłaszcza że zwykle akwenem określa się tylko zbiorniki wody stojącej. A co z rzekami?

Spora ilość ludzi twierdzi, że jednak liczba

Ilość czy liczba? Sprawa jest banalnie prosta.

  • Liczba występuje z rzeczownikami policzalnymi, na przykład liczba ludzi, liczba rozwiązań, liczba możliwości.

  • Ilość towarzyszy rzeczownikom niepoliczalnym: ilość piasku, ilość przestrzeni itp.

Żeby nie było tak dobrze, to istnieje jedno odstępstwo, aczkolwiek tylko na prawach wyjątku. Można bowiem użyć ilości wtedy, kiedy chodzi o naprawdę duże liczby. Można by było mówić o ilości ludzi, gdyby mieć na myśli całą populację, ale nadal będzie to nieeleganckie, albo o ilości kartonów mleka, wyprodukowanych przez jedną mleczarnię w ciągu roku. Można je co prawda policzyć, ale to już na tyle dużo, że po prostu się tego nie robi.

Rola funkcji

Na sam koniec też prosty błąd. Do zapamiętania raz na zawsze:

  • odgrywać rolę, i to nie tylko o aktorze na scenie, ale w każdym przypadku, ale…

  • pełnić funkcję, na przykład stół we wnętrzach skandynawskich spełnia też funkcję biurka.

Nie można odgrywać funkcji, spełniać roli ani w ogóle niczego innego z rolą i funkcją zrobić. Można jeszcze z nich zrezygnować, ale to w węższym kontekście. Odgrywanie roli i pełnienie funkcji zawsze powinny brzmieć dokładnie tak. Koniec, kropka.

Lista błędów napoczęta

To oczywiście tylko wierzchołek góry lodowej albo, jak piszą niektórzy, czubek góry lodowej lub jej wierzch. Ale o tym pewnie innym razem, bo na jednym wpisie raczej się nie skończy. Ta seria jednak nie będzie w żaden sposób regularna, toteż kategoria na blogu jest, ale w zależności od tego, co tam copywriterskie życie przyniesie, kolejne wpisy będą pojawiały się po prostu co pewien nieokreślony czas.

 

Grafika: Computer vector created by Freepik

Powiązane wpisy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.