Co zrobić, jeśli copywriter pisze nie na temat?

Dziś na tapet wjeżdża temat ciężki – pisanie nie na temat. To zarzut, który przeciwko copywriterom podnoszony jest dość ciężko i nawet nieszczególnie zamierzam stawać tu w obronie piszących. Wszak to i owo też w internecie czytam i zdarza mi się z rezygnacją ukryć twarz w dłoniach. Ale analiza i tak by się przydała.

Przypadek oczywisty: pisanie o czymś, o czym się nie ma zielonego pojęcia

Copywriting to działalność, jak każda – chodzi o to, żeby się z niej utrzymać. Żeby się to udało, trzeba pisać. A co zrobić, jeśli przez miesiąc jedyni klienci, którzy przychodzą, to ci, którzy zlecają tematy, o których nie mam pojęcia? Ba – powiesz – nauczyć się! Niby tak, ale to nie zawsze możliwe. Miałem kilku klientów, którzy zajmowali się dziedzinami, o których wiem tyle, że istnieją. Moim zadaniem miało być opisanie pewnej technologii. Niestety do dziś nie wiem jakiej, bo zleceniodawca twierdzi, że nie może wysłać materiałów, bo dopiero złożył dokumenty w urzędzie patentowym. Czyli mam pisać o czymś, o czym nawet się nie mogę dowiedzieć, tak?

Można. Tylko wtedy wyjdą teksty albo niby poprawne, ale banalne, albo oryginalne, a nie niestety mijające się z rzeczywistością. Aha – do wyboru mam jeszcze nie pisać takich zadań. Dobrze. Napisze je przecież ktoś inny, więc i tak w końcu powstaną.

Wiem, że to bez sensu, ale muszę

Jest pewna grupa klientów, którzy zlecają teksty na 3000 znaków, wysyłając do nich długaśną listę słów kluczowych – z ostatnich perełek: tekst ma mieć 600 słów, są cztery słowa, które muszą pojawić się dokładnie po 20 razy każde i do tego 15 fraz kluczowych, mniej więcej po 3 słowa każda i wszystkie je należy powtórzyć po 3 razy. Nadążasz z matematyką? Jeśli nie, to pomogę: 600-(4*20)+(15*3*3)=385. Zostaje mi do dowolnego wykorzystania 385 słów. To, co w takich przypadkach mogę z niezbitą pewnością zagwarantować, to całkowity brak możliwości przeczytania takiego tekstu.

Znów – nie podoba mi się takie zlecenie, więc go nie biorę. Ja mam czyste sumienie, bo nie stworzyłem byle czego, ale napisze to ktoś inny, a Ty i tak gdzieś się na to możesz natknąć. Aha – o ile w przykładzie z pierwszego punktu mogłem lać wodę, ale poprawną polszczyzną, tutaj nie mam już nawet teoretycznej szansy na takie osiągnięcie.

A czasem nie na temat jest na temat

Jeśli chcesz poznać przepis na szarlotkę, ale taki prawdziwie od podstaw, to pierwsze polecenie będzie brzmiało: stwórz świat, bo bez niego nigdy nie powstaną jabłka. I czasem tak samo dzieje się z tekstami. To szczególnie wyraźne w tych artykułach, do których podchodzisz, mając już pewną wyjściową wiedzę z danej dziedziny. I zanim pojawią się jakiekolwiek zarzuty w tej sprawie – wiem, że są tematy, których wręcz nie wypada wyprowadzać ab ovo, ale większość jednak można.

Gdyby miał wytłumaczyć, na czym polega przewaga przerzutki elektronicznej w rowerze, musiałbym jako punkt wyjścia przyjąć opis mechanicznej. Spoiler alert: przerzutka elektroniczna nie jest Ci absolutnie do niczego potrzebna. (O, ten wtręt był zupełnie nie na temat).

Copywriter nie ma władzy nad tekstem

W zasadzie nie pamiętam już, kiedy któryś z artykułów autorskich został opublikowany tak, jak teoretycznie powinien, czyli pod moim nazwiskiem. I wiesz co? To cudowne! Bo kiedy przekazuję tekst, to klient zyskuje prawo do dowolnych jego modyfikacji (no, to spory skrót myślowy i to nieprecyzyjny, ale w praktyce tak to działa). I uwierz – po tym, co stało się z niektórymi całkiem niezłymi artykułami, wstyd by mi było nazwiska użyczyć. 

Kiedy czytasz jakieś brednie, pamiętaj, że nie zawsze odpowiedzialny za nie jest autor pierwotnego tekstu. Jest wiele metod reklamy w internecie i niektóre nie korzystają z tekstu dlatego, że jest dobry – w nich potrzebna jest po prostu pewna ilość słów, a to, czy one mają jakikolwiek sens, to już sprawa drugorzędna.

Mimo wszystko dobrze jest pisać na temat

Wychodzę z założenia, że nawet banalny artykuł na temat może być czasem użyteczny. Nie zawsze – tylko czasem. Być może Ty akurat wiesz, jak działa monitor ciekłokrystaliczny, jak działa reduktor w instalacji gazowej, z czego wykonane są podeszwy butów do biegania albo dlaczego w Górach Świętokrzyskich znajdujemy tropy dinozaurów, których szkielety leżą, nie pamiętam, w Albercie czy gdzieś tam indziej w Stanach. Ale nie wszyscy to wiedzą. Tylko że pisząc podstawowy artykuł, trzeba już mieć w planach znacznie więcej, znacznie bardziej zaawansowanych – taki ciąg ma sens, nawet jeśli pierwszy z tekstów wydaje się jeszcze od tematu dość daleki.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.