Gdyby copywriter był daniem

Oto eksperyment myślowy, taki na szybko. Na pozór dość dziwaczny, bo porywam się na coś, za co chyba nie wziął się do tej pory nikt. Jeśli lubisz face-swapy, to właśnie zabawa wchodzi na nowy poziom: zobaczmy, co można tu zwojować i jaka z tego nauka.

Najpierw restauracja

Nie każde danie podaje się w dowolnej restauracji, a przynajmniej nie słyszałem, żeby w mojej ulubionej Starej Wędzarni w Ustroniu podawano ryż po chińsku. Każda restauracja ma swój styl, swoją wizję tego, czym w ogóle jest posiłek (jest przecież różnica, czy to sposób na zaspokojenie pierwotnej potrzeby, czy spędzania wolnego czasu), a także tego, co się na posiłek składa, bo jak za chwilę się przekonasz, granicy posiłku nie wyznacza krawędź talerza.

Gdyby copywriter był daniem, to nie spotykałbyś go na każdym kroku. Chyba że byłby mielonym, ale ten właściwie jest jeszcze bardziej niepowtarzalny ze względu na unikalną mieszankę soi, papieru i tego, co wróciło do kuchni. Tak czy inaczej, danie nie jest podawane w każdej restauracji, a copywriter nie pojawia się wszędzie. Nie masz wrażenia, że pisze do wszystkich mediów, że opanował wszystkie style, że zaraz wyskoczy zza rogu. Jest go mało. W pewnym sensie nawet mierny copywriter jest elitarny, choć w ogólnym odczuciu może budzić raczej obrzydzenie.

Później karta

Wchodzi do restauracji i zaglądasz w menu. Czasem jest grube niczym „Czterej pancerni i pies”, a czasem cieńsze niż gazetka parafialna w ostatniej dziurze. Jednak i w tym ostatnim zdarzają się od święta specjalne wkładki okolicznościowe, a na nich cuda przeróżne. Ale spójrz na to, jak wygląda menu: czy to oprawiona broszura, czy laminowana kartka, stojak na ulotki z nadrukiem, a może już sama ulotka i to pamiętająca lepsze czasy (konkretnie to te, kiedy krążyła między rycerzami Grunwaldu)? Dania prezentowane są mniej lub bardziej estetycznie, są opisane lepiej lub gorzej, sama czcionka, którą zapisano ich nazwy, zachęca albo zniechęca do zakupu.

A copywriter? Gdzieś może ktoś go pochwalił, może on sam pochwalił się czymś, a może tylko ma stronę internetową. Żadna z tych opcji nie jest zła, ale pamiętaj, że wszystko zależy od kontekstu. Jeśli w menu copywriter jest opisany ładnie, ale brakuje oryginalności, to możesz mieć do czynienia z doświadczonym purystą, który lubi utarte drogi, jest skuteczny, ale mało przebojowy. Tak jak klasyczne menu w restauracji: idziesz tam, kiedy potrzebujesz sprawdzonej recepty na głód, bo mają Twoje danie!

Fanfary!

Wchodzi danie. Talerz, dwa czy trzy, ile tam zamówiłeś… Podane lepiej, gorzej albo tak, że podaniem się tego nie nazywa. Oceniasz po wyglądzie, smaku i zapachu. Kosztujesz, pałaszujesz albo odsuwasz talerz. Niby żadna filozofia, ale zobacz, ile czynników wpływa na ostateczną ocenę: czy jedzenie było na czas, czy było ciepłe, czy porcja była duża, czy nie zabrakło soli, sosu, surówki… Może talerz był brudny? Smak zepsuty, a składniki po prostu stare? Tego nie wie się od razu.

A copywriter? Każdy ma swój zapach, swoją prezencję, swój styl komunikacji z klientem. Każdy coś sobą wnosi, ale jeden może być odgrzewanym kotletem, czymś, co ma za sobą drugą świeżość (Bzdura! Łosoś nie może być drugiej świeżości, jak powiedział Wolant), albo czymś perfekcyjnie dopracowanym, choć zwyczajnym, a może awangardowym, nowoczesnym, ale niekoniecznie sycącym (vide moda na brudne talerze za cenę).

Spróbujesz?

Chciałem Ci tylko powiedzieć, że copywritera trudno ocenić jedynie po tekstach. Czasem to ktoś, kto pisze dobrze, ale klasycznie, za to świetnie wyczuwa potrzeby odbiorców, czasem to słowny wynalazca, ale za to dogadać się z nim nie sposób. Czasem to ideał, ale niestety nieznający znaczenia słowa „punktualność”. A śmiem twierdzić, że takiego, którego w ogóle nie można się przyczepić – nie ma.


Obrazek wyróżniający: Designed by Freepik

Powiązane wpisy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.