A właściwie… dlaczego nie wystarczy mała strona?

A właściwie… dlaczego nie wystarczy mała strona?

Wędrując po różnych linkach w sieci, dotarłem do tej strony. Od strony technicznej i językowej – w normie, ale nie to przyciągnęło moją uwagę. W czasie lektury uświadomiłem sobie natomiast pewną rzecz. Otóż tam autor pisze (a i mi się zdarzyło), że nie wystarczy mieć strony z kilkoma podstronami, żeby osiągnąć sukces. Właściwie dlaczego nie?

Co mówią poradniki?

Nie tylko w linkowanym wyżej wpisie, ale w kilkudziesięciu miejscach już znalazłem informację, że dziś serwisy internetowe nie mogą być po prostu wizytówkami. Ponieważ od lat obserwuję, że skuteczność witryn zbudowanych w ten sposób spada, to nawet z tym nie dyskutuję. Po co podejmować dyskusję z oczywistością? Okazuje się jednak, że sprawa wcale nie jest taka jasna, a uświadomił mi to właśnie wpis Dominika Zycha, który nie tylko wspomniał o tym, co już wiem, ale przy okazji zasugerował rozwiązania, które, moim zdaniem, nie są rozwiązaniem podstawowego problemu, ale jego obejściem. Pozostało mi więc tylko przyjrzeć się temu, co tak naprawdę kryje się za jednym z najpowszechniejszych zaleceń marketingu internetowego.

Mała strona i wszystkie jej wady

Najlepszą formą, żeby przedstawić wszystkie wady, czy może raczej jedynie ograniczenia, jakie wynikają z posiadania bardzo ograniczonej strony internetowej, będzie lista. Zaznaczam, że kolejność jest dowolna – żadnego z tych czynników nie uważam za decydujący, a prawdopodobnie żaden w pojedynkę nie zasługuje nawet na rangę problemu. Sęk w tym, że zwykle chodzi o wszystko po trochu.

  • Mniej treści, a więc mniej słów kluczowych. Strona, na której znajduje się mało treści, siłą rzeczy zawiera mocno ograniczoną ilość słów kluczowych. I przy okazji dodam to, co zwykle przy takiej okazji: nie ma najmniejszego znaczenia, czy w jakiś szczególny sposób zaznaczysz słowa kluczowe, bo robot Google i tak przeanalizuje treść strony po swojemu, wyłapując to, co uzna za stosowne. Logiczne jest jednak, że mając mniej treści, na której może bazować, nie wychwyci wielu keywordów. Trzeba więc mieć parę jakichś wpisów, dobrą stronę o mnie, a w ofercie coś więcej niż cennik, żeby dać przynajmniej teoretyczną szansę algorytmom.
  • Brak dowodu rzetelności. Zmienił się sposób konsumpcji reklam w sieci. Nie wystarcza, żeby się one powtarzały. Szczególnie w przypadku droższych produktów i usług klient chce mieć pewność, że wybiera najlepszego dostawcę czy wykonawcę. Jeśli strona internetowa powstałą tylko po to, żeby pokazać na mapie lokalizację siedziby, to nie może być mowy o żadnym dowodzie rzetelności. Krótka strona po prostu nie daje możliwości udowodnienia swoich racji, a bez tego zdecydowana większość firm nie będzie miała lekko w wyścigu o uwagę internautów.
  • Dystansowanie się od konkurencji i klientów. Treść na stronie internetowej jest formą interakcji z klientami, ale także konkurentami. To przecież ci ostatni stanowią główną grupę odbiorców choćby podstron z cennikami. Jeśli na stronie nie ma żadnych aktualnych materiałów, to tak naprawdę ani klient, ani konkurenci nie mają pojęcia, co kryje się za przedstawieniem widocznym w witrynie. Dla klienta oznacza to sporą niepewność przy wyborze dostawców lub wykonawców, a konkurenci przez to dopiero starają się poszerzyć swoje zasięgi i właśnie wtedy sytuacja się komplikuje.
  • Ograniczenie możliwości reklamy. Żaden inny nośnik reklamowy nie daje tak dużej swobody jak własna strona internetowa. Jeśli będzie bardziej rozbudowana, to po prostu łatwiej będzie przekazać dodatkową treść reklamową. Nie będzie ona też za bardzo raziła w oczy, jeśli pojawi się niejako przy okazji.

Gdzie tu Google?

Na szybko podałem tylko cztery ograniczenia, które wynikają z posiadania prostej i zbyt małej strony internetowej. Tylko jedno w swojej istocie dotyczy współpracy witryny z wyszukiwarkami internetowymi. Warto więc sobie uświadomić, że przede wszystkim traci się nie pozycję w Google, ale klientów, których można by było przekonać choćby średnio rozbudowanym blogiem firmowym.

Zgoda – przy odrobinie fantazji można wszystkie te ograniczenia sprowadzić do problemu jedynie małej objętości treści i związanego z tym niskiego priorytetu w wyszukiwarkach, tak naprawdę jednak byłoby to zbytnie uproszczenie. Celem marketingu nie jest przecież pozycja w Google, tylko konkretne wyniki sprzedażowe, a wyszukiwarka jest tylko jednym z kanałów obsługi ruchu.

Jeszcze słowo odniesienia

Wypadałoby na końcu, żebym odniósł się trochę lepiej do treści, która zainspirowała mnie do napisania tego artykułu. O ile bowiem zgadzam się z główną myślą Dominika Zycha, o tyle mam poważne zastrzeżenia co do konkretnych porad.

  • Większa ilość treści jest zawsze OK. Albo nie – prawie zawsze, bo treść tworzona tylko po to, żeby poprawić widoczność w Google, najczęściej ma znikomą wartość dla klientów. Takiej więc dodawać nie należy.
  • Sama optymalizacja też jest czymś godnym pochwały, ale skupianie się na detalach to marnowanie czasu. Owszem, tytuły i opisy grafik nie zaszkodzą, ale myślenie, że one same będą w stanie narzucić robotom wyszukiwarek przyporządkowanie do strony konkretnej tematyki to zdecydowanie nadużycie. Punktem wyjścia jest treść. Jeśli zostanie zoptymalizowana, to tym lepiej, ale jeśli będzie niezoptymalizowana, a jedynie po prostu „na temat”, to też będzie miała siłę przebicia.

Tak, wiem, że w tamtym artykule autor po prostu użył skrótów myślowych. Jest ekspertem od widoczności w Google, więc dla niego pewne sprawy są oczywiste. Ale nie dla wszystkich takie będą, więc od tych paru skrótów będzie sporo zależało.

Chcę, żeby to wybrzmiało: nie twierdzę, że Dominik nie ma racji. Ma, ale to jest jego racja. Moja jest najmojsza, a więc automatycznie lepsza. Na pewno jednak zgodzimy się co do tego, że brak treści może być najpoważniejszym problemem w marketingu internetowym. Tworzenie treści na stronę bez pomysłu jest pozbawione sensu. Pisać trzeba zawsze z pomysłem.

Czy naprawdę trzeba mieć mnóstwo treści?

Czy warto? Tak. Czy trzeba? Nie. Sama ilość treści nie przesądza o ocenie witryny ani przez potencjalnych klientów, ani przez roboty Google. Rozsądne rozbudowywanie strony internetowej może jednak zdecydowanie ułatwić zdobywanie widoczności i klientów. Czy da się wypromować tradycyjną wizytówkę internetową? Tak, bez dwóch zdań. Czy można nią przyciągnąć klientów? Oczywiście. Ale czy to będzie najbardziej ekonomiczne rozwiązanie? W zdecydowanej większości przypadków nie. Budowanie zasięgu potrwa długo, ilość skutecznie zachęconych klientów będzie ograniczona, a dokładając trochę wartościowej treści, można skrócić czas potrzebny na dotarcie do grupy docelowej oraz zwiększyć siłę przekonywania.

Grafika wpisu: Background vector created by iconicbestiary – www.freepik.com

Robert Wąsik

Od 10 lat copywriter. Zdobywam wiedzę, ale prywatnie zostałem nudziarzem. Nie znoszę komputerów, więc piszę dobrze za pierwszym razem, żebym tylko nie musiał poprawiać.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.