3 skuteczne metody tworzenia nagłówków. Wszystkie idiotyczne!

3 skuteczne metody tworzenia nagłówków. Wszystkie idiotyczne!

Jedna z internetowych prawd głosi, że jeśli coś jest głupie i działa, to nie jest głupie. Nie. Jeśli coś jest głupie i działa, to znaczy, że jest głupie i działa. Dokładnie tak jest z trzema skutecznymi sposobami na tworzenie nagłówków. Wszystkie są doskonałe, ale wszystkie obrażają czytelników i odmawiają im prawa od resztek bodaj inteligencji. A więc do lektury!

Mistrzowie: Fakt, Onet, a może…

No właśnie. Dla mnie mistrzem nagłówków pozostanie Fakt. Ich tytuły są tak bezbrzeżnie kretyńskie, że nawet już nie urażają inteligencji czytelnika, bo jeśli ktoś bierze je na poważnie, to nieomylny znak, że jego inteligencji już urazić się nie da. Legendarne „Nie śpię, bo trzymam kredens” albo ciut mniej znane „Ufo mnie oszukało” to klasyka gatunku. Czy to nagłówki skuteczne? Tak, w tym sensie, że jeśli artykuł opatrzony takim nagłówkiem trafi do rąk choćby średnio rozgarniętego czytelnika, to ten, żeby cokolwiek zrozumieć, spróbuje zmierzyć się z treścią. Cel osiągnięty. W trochę inną stronę poszli redaktorzy Onetu, którzy zamiast tworzyć tytuły absurdalne, tworzą nagłówki wyolbrzymiające. Nie aż tak idiotyczne, jak te z Faktu, ale równie prawdopodobne.

Jest jednak trzecia grupa: autorzy portali, którzy jarają się jak łąki latem, ilością odsłon albo ilością stron na użytkownika w statystykach Google. Po co? Nie wiem. Może naczytali się tekstów z Onetu (choć przyznaję – są tam dobre artykuły. W przedrukach). A może po prostu nie wiedzą, co ma znaczenie. Nie czas teraz na roztrząsanie pobudek. Zerknijmy na sposoby.

Jak coś osiągnąć bez wysiłku?

Jak stracić 30 kilo w dwa dni bez ryzykowania zdrowiem?

Jak opanować język arabski w tydzień bez kursu?

Jak przejechać w mieście setką, nie narażając się na mandat?

Schemat we wszystkich przypadkach jest ten sam: Jak [osiągnąć cel] w określonym czasie, nie poświęcając wiele? To wspaniałe rady. Przyznaję, że sam chciałbym zarobić milion w tydzień, pracując po trzy godziny każdego dnia. Takie nagłówki są bardzo skuteczne – odwołują się do ewolucyjnie silnego lenia w każdym z nas, ale zwykle dotyczą osiągnięć, które tak naprawdę można zdobyć przy minimalnym wysiłku, stosując jednak inne sposoby. (I tu polecam odrobinę krytycznego spojrzenia na mit produktywności).

Co ważne, trzeba w takim tytule zaznaczyć, czego się nie będzie poświęcało i jak wiele (a właściwie jak mało) czasu potrzeba na realizację marzeń. To niestety jedne z najpowszechniejszych modeli nagłówków w sieci. Szkoda, bo urągają zdrowemu rozsądkowi, ale niech pierwszy rzuci we mnie kopertą z kolędy ten, kto nie chciałby, żeby sugerowane przez ich autorów sposoby naprawdę istniały.

Są różne metody, ale najbardziej któraś!

Choć w celach zawodowych zapuszczam się w tak dziwne miejsca internetu, że nawet sobie tego nie wyobrażasz, to te serwisy, które korzystają z takich nagłówków, omijam szerokim łukiem. Jakie nagłówki?

Pięć sposobów na zmniejszenie spalania. Czwarty jest szalony!

Schudła, stosując te dziewięć metod. Szósta bije wszystkie na głowę!

Już pierwsza część jest obraźliwa. Oczywiście: dziś na wszystko jest pięć albo dziesięć sposobów. Nie ma ich ani mniej, ani więcej, bo tak mówią anonimowi eksperci z internetów. Zdarza się czasem, że ktoś porwie się na dziewięć, jedenaście albo 180 metod, ale to rzadko. W zasadzie jednak liczba nie ma znaczenia – dróg do osiągnięcia dowolnego celu jest zawsze dowolnie dużo i w zasadzie już tylko dlatego takie naiwne nagłówki powinny budzić wstręt. Ale kiedy do tego wyróżni się któryś z wydumanych punktów, to emocje jeszcze rosną. Niestety – w praktyce oznacza to, że jesteś na stronie zwanej szumnie „galerią”, gdzie trzeba się przeklikać przez 20 podstron, a na każdej zdjęcie ze stocku i dwa zdania nazwane na wyrost treścią. Na koniec okazuje się, że ten wyróżniony punkt w zasadzie na żadne wyróżnienie nie zasługuje. Czytelnik odchodzi z niczym.

Osiąganie celu w tajemniczy sposób

Wystarczyła jedna zmiana w diecie, żeby schudł o 5 kilogramów!

Zdobył 100 klientów dzięki jednemu dziwnemu pytaniu!

Albo…

Zdobył fortunę w pięć minut dzięki temu sposobowi! Banki go nienawidzą! (pod zdjęciem z listu gończego).

Tu znów jest rozbudzanie nadziei i tworzenie wrażenia, że istnieją tajemne drogi na skróty. Część ludzi się na to łapie i wierzy, że faktycznie można za takim nagłówkiem znaleźć coś ciekawego, inni czytają, żeby WRESZCIE się czegoś dowiedzieć, a jeszcze inni dlatego, że po prostu łykają wszystko, co może prowadzić do teorii spiskowej. Jeśli masz czytelników aż tak mało ambitnych, to jasne, korzystaj.

Znaj, nie używaj!

Te trzy sposoby budowy nagłówków niezawodnie działają. Są też niezawodnie kretyńskie. Nie ma sposobu na to, żeby napisać to delikatniej, więc… Jeśli uważasz swoich czytelników za idiotów (słusznie lub nie – w to nie wnikam), to proszę, korzystaj z nich wszystkich. Jeśli jednak zastosujesz taki trik w treści dla rozumnych ludzi, to nie zdziw się, kiedy po chwilowej górce w statystykach pojawi się Rów Mariański. Będzie on słusznie wypracowanym osiągnięciem. Poznał sposób na utopienie swojej treści! Stracił użytkowników w tydzień dzięki jednemu zdaniu!

Grafika wpisu: Background vector created by freepik – www.freepik.com

Robert Wąsik

Od 10 lat copywriter. Zdobywam wiedzę, ale prywatnie zostałem nudziarzem. Nie znoszę komputerów, więc piszę dobrze za pierwszym razem, żebym tylko nie musiał poprawiać.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.