Zbieranie danych to ważny element pracy copywritera. Nawet dość proste teksty muszą powstawać na podbudowie merytorycznej. Czasem źródła są dostarczane przez klienta, a czasem poszukać ich trzeba samodzielnie. Umiejętność doboru właściwych materiałów jest równie ważna, co wiedza na temat prawidłowej budowy zdań.

Wybór źródeł

Są oczywiście takie teksty, które wymagają tylko pobieżnego przejrzenia materiałów: opisy produktów (żeby wykluczyć błędy przy tworzeniu tabel technicznych), artykuły na potrzeby SEO (których większość osób i tak nie weryfikuje pod względem merytorycznym) albo krótkie teksty tworzone na potrzeby promocji stron. Zupełnie inaczej wygląda jednak sprawa z tekstami merytorycznymi czy pozornie łatwymi artykułami na blogi. Ponieważ takie teksty najczęściej są więcej niż tylko materiałami promocyjnymi – mogą działać po części jako składowa ePR-u, a po części tylko jako reklama – nie wyobrażam sobie wysłania takiego tekstu bez sprawdzenia jego wartości merytorycznej.

W przypadku prostych i trudnych tekstów używa się różnych źródeł: od stron internetowych polskiej i zagranicznej konkurencji, przez raczej przeciętne moim zdaniem Google Books i Scholar, skończywszy na bazach PubMedu i kilku innych profesjonalnych przeglądach artykułów naukowych, do których mam stały dostęp. Rzecz jasna odwiedziny czytelni i bibliotek też nie bolą, a moim ulubionym sposobem zbierania danych jest dobry spacer po odpowiednich punktach usługowych. Pisząc o czyszczeni srebra, rozmawiam z jubilerami, a w tworzeniu tekstów o ochronie ppoż. biorą udział strażacy i eksperci BHP.

Tekst bez wiedzy? To możliwe.

Da się napisać tekst, w którym nie ma wiedzy. Oczywiście, że się da, ponieważ klawiatura i papier przyjmą wszystko. Sęk w tym, że nie umiem sobie wyobrazić, w jakim zastosowaniu taki artykuł się sprawdzi. Teoretycznie SEO jest bardzo tolerancyjne pod tym względem, ale jeśli spojrzeć na sprawę szerzej, to kiepski, pozbawiony przesłania artykuł sprawdzi się tylko na własnym zapleczu. Gdyby bowiem klient chciał opublikować go w dobrym serwisie, to najpewniej moderator miałby zbyt wiele uwag, żeby taki artykuł dopuścić do publikacji. Tekst więc powstanie, ale nie przyniesie nikomu żadnej korzyści. Sam mam z tym jeszcze jeden problem – nawet gdybym napisał taki artykuł i klient zniósłby fakt, że może go najwyżej ustawić jako tapetę, to w jaki sposób wpłynęłoby to na moją opinię. Jasne, nie mam marki rozpoznawalnej przez wszystkich, bo copywriter często działa z tylnego fotela, ale nie można specjalizować się we wszystkim – kto pisze dobre jakościowo teksty, musi wystrzegać się chałtury. Tak to sobie przynajmniej wyobrażam.

Nauka to rozwój

Teksty niosące wiedzę mają jeszcze jeden cel: mają podnosić ogólny poziom wiedzy. Narzekaniom na głupienie społeczeństwa nie ma końca, ale jakoś w kontrze do głupkowatych filmów na YT niewiele można znaleźć. Zamiast więc ogłupiać bezmyślnymi tekstami, lepiej jest stonować przekaz promocyjny i stworzyć atmosferę, która wesprze długofalowy wzrost przedsiębiorstwa, a to robi się przez wiedzę i budowanie wizerunku eksperckiego.

Powiązane wpisy

Do wpisu 32 dodano 3 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *