Jak ilość może zamienić się w jakość?

Ilość nie przekłada się na jakość. Przynajmniej tak się zwykle mówi. Tym razem jednak będę bronił przeciwnej tezy. Oczywiście nie jestem na tyle szalony, by między jakością a ilością stawiać znak równości, natomiast wynikanie jest tutaj chyba zupełnie możliwe.

Im więcej, tym lepiej?

Nie jest dobrze pisać dużo i długo, jeśli to samo można przekazać krótszym tekstem. Nie namawiam jednak do tworzenia suchych komunikatów o lapidarnej formie, bo to się zwyczajnie kiepsko czyta. Zauważam jednak – przeglądając wypowiedzi copywriterów pojawiające się tu i ówdzie – że ci, którzy piszą lepiej, przyznają się do pisania większej ilości tekstu. Niekoniecznie dla klientów i niekoniecznie w związku z jakimkolwiek zamówieniem, ale nawet dla siebie, na brudno i przy okazji.

Równość nie!

„Ilość jest jakością samą w sobie” – to zdanie ma w sobie tyle racji, co idee, którym hołdował ten, który je wygłosił. Ilość jest tylko wielkością – o jakości zaś w żadnym razie nie stanowi. Czy może prowadzić do sukcesu? Może, czego dowodem jest nie tylko historia powszechna, ale także historia marketingu, gdzie niejeden przykład zalewu reklamowego można wskazać. Jednak równie wiele jest przykładów na to, że sama ilość to zbyt mało, żeby zwyciężyć. Wygrywa się bowiem głównie jakością. I tutaj warto się zatrzymać, bo być może jedna z dróg doskonalenia jakości prowadzi właśnie przez ilość.

Wynikanie tak!

Pisząc dużo, ćwiczy się kreatywność. Ma się po prostu znacznie więcej okazji do popełniania błędów, a każdy z nich to potencjalna nauka. Paradoksalnie więc, im więcej byków się sadzi, tym lepszym można się stać autorem. Można, a nie bezwarunkowo „się staje”, ponieważ od błędu do wniosku droga jeszcze daleka, ale jeśli nie ma się czego poprawiać, nie można iść do przodu. Pisząc dużo, można nauczyć się wiele, ważne jednak, żeby pewne etapy nauki nie ujrzały światła dziennego, bo chwalenie się błędami na pewno nie jest słusznym postępowaniem. Przy okazji niechcący udowodniłem, że warto zaczynać prace od beznadziejnego szkicu. O ile bowiem z najgorszego można zrobić coś strawnego (czasem nawet dobrego), to z pustej kartki, zostawionej w obawie przed błędami, niczego sensownego nawet wykuć się nie da.

Powiązane wpisy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *