5 powodów, dla których z copywritingu nie wolno rezygnować

nie rezygnuj z copywritingu

Niektóre porady na temat tworzenia tekstów reklamowych są oczywiste. Inne odkrywcze. A tym razem pięć takich, które mogą wydawać się oczywiste, ale sądząc po tym, jak często są bagatelizowane, najprawdopodobniej mogą pretendować do miana najbardziej odkrywczych. Najlepiej od razu zabiorę się do ich opisania.

Pamiętaj, że marketing uprawiasz dla ludzi

Było. O, tutaj. A teraz inaczej. Bo przecież nie mogę negować znaczenia, jakie dla skuteczności każdej kampanii marketingowej ma internet zdominowany (szczególnie w polskich warunkach) przez Google. Sytuacja jednak poprawiła się na tyle, że dziś już nikt nie wymaga raczej ode mnie, jako copywritera, pogrubiania słów kluczowych i horrendalnych ilościach i wklejania ich co dwie linie tekstu. Jednak cały czas wiele tekstów powstaje „pół na pół” dla ludzi i Googlebota. Nie lekceważę tego ostatniego, tyle że po wprowadzeniu jakiś czas temu algorytmów Panda i Pingwin wraz z aktualizacjami, bot jest zdecydowanie inteligentniejszy, niż się niektórym osobom wydaje. Nawet w oficjalnych komunikatach (teraz niestety nie mogę odszukać tego linku, więc jak ktoś ma go w zakładkach, to proszę o podesłanie) Google przyznało, że jedno wystąpienie słowa kluczowego w zupełności wystarcza dla określenia tematu strony, a jednocześnie ważny jest kontekst.

Marketing to sztuka uprawiana dla ludzi. No chyba że zamierzasz sprzedać swój produkt robotowi Google. Jeśli nie, to przy pisaniu tekstu po prostu zapomnij o jego istnieniu. Dobry copywriter nie musi świadomie uwzględniać potrzeb SEO – robi to automatycznie.

Kto ma content, ten jest kontent

Treść w formie tekstu jest najważniejsza. Film może być atrakcyjny, zdjęcie doskonałe (i skuteczne), ale dopóty, dopóki rozpoznawanie algorytmiczne pracuje niemal wyłącznie na tekście, to należy o nim pamiętać. Zresztą warto też mieć na uwadze fakt, że nie każdy lubi film. To, że obejrzenie filmu zajmuje mniej czasu niż czytanie, to bujda na resorach. Niech pierwszy rzuci monitorem ten, komu nie zdarzyło się przewijać filmu instruktażowego na YouTube z myślą „no kurde, przecież tutaj niczego nie ma”.

Jasne, są też dobrze zrobione filmy, ale zwykle łatwiej jest znaleźć dobry tekst niż taki klip, więc tutaj też oszczędność czasu jest żadna, a w wielu przypadkach nie będzie miało znaczenia, czy instrukcja zostanie podana w formie graficznej, czy tekstowej – praktycznie będą one równoważne. Dlatego bez tekstu pisanego nie da się żyć w marketingu – on gwarantuje szybsze odszukanie materiału przez klienta, a często też pozyskanie pozornie straconych leadów, czyli przejęcie klientów, którzy naiwnie liczyli, że może jednak znajdą film, ale rozczarowani jego jakością postanowili jednak wrócić do klasyki, czyli słowa pisanego.

Teksty w social media pisane przez ludzi

Portale takie jak Facebook czy Twitter (ten ostatni głównie dzięki znakomitym dodatkom) umożliwiają planowanie kolejnych publikacji. To dobre rozwiązanie, ponieważ pozwala na korzystanie z nich również wtedy, kiedy z różnych przyczyn jest to trudne do osiągnięcia w czasie rzeczywistym. Poza tym taka planowana komunikacja zwykle jest bardziej uporządkowana i regularna. Sam też – choć w ograniczonym zakresie – korzystam na swoim fanpejdżu z planowania postów. Warto jednak mieć świadomość, że taka automatyzacja nie może być jedynym sposobem wykorzystywania portali społecznościowych.

Idea social media zasadza się na zapewnieniu dwukierunkowego przepływu informacji, a to sprawia, że nie wszystko jest do przewidzenia. O ile można zaplanować posty i to chwalebny zwyczaj, to już zaplanować komentarzy się nie da. Teksty, które ktoś spontanicznie opublikuje, tworzą atmosferę fanpejdża i nie można ich bagatelizować. Napisanie i zaplanowanie to nie wszystko – czasem trzeba tę regularność zaburzyć albo wziąć udział w dyskusji.

Ten punkt zresztą trafił do artykułu przede wszystkim dlatego, że ostatnio mam szczęście trafiać na zlecenia napisania tekstów na Facebook. Zwykle same założenia są niezłe – opisy ofert, ciekawostki (choć nie zawsze we właściwych proporcjach), jakieś linki do opracowania. To dobre pomysły, ale w chwili, w której jednocześnie z zaplanowaniem takich postów życie na profilu zamiera, cała idea kampanii społecznościowej bierze w łeb. Dlatego inwestycja w teksty na fanpejdż jest tak naprawdę workiem bez dna.

Target, głupcze!

Napisać to pestka. Trzeba napisać dobrze. I już nie chodzi o samą poprawność, bo są sytuacje, w których ta nie jest wcale niezbędna (a hiperpoprawność nigdy nie jest zalecana). Znacznie większym problemem jest targetowanie językowe. Po pierwsze bowiem dokonuje się selekcji tematów pod kątem potencjalnych zainteresowań odbiorców. Z tym zwykle większość osób nie ma problemu i nawet kiedy dostaje jakieś zlecenie, to najczęściej jest ono spójne i w tym zakresie nie muszę niczego więcej sugerować. Ale później jest już tylko gorzej – forma zwrotu do adresata, długość i stopień złożoności tekstu, nasycenie emocjami czy choćby sam układ wizualny to przecież także aspekty, które wpływają na czytelność i CZYTALNOŚĆ tekstu. W zależności od grupy docelowej zmienia się i forma, i treść artykułów. A przynajmniej powinna.

PPC to nie wszystko

Reklama PPC to wspaniałe rozwiązanie – prawie nic nie trzeba robić, a klienci są. Niestety tylko tak długo, jak długo płaci się za reklamę. A później nie zostaje nic – nikt nie zna nazwy firmy (przecież wystarczyło kliknąć reklamę, nie trzeba było przyglądać się szczegółom), a nawet jeśli zna (bo przeczytał na pasku adresu lub na stronie), to nie jest wobec firmy lojalny (taka już specyfika reklam i promocji – przyciągają klientów, ale jednorazowo).

Kampanie PPC są więc dobrym punktem wyjścia, ale tutaj znów trzeba copywritera, który pomoże potencjał reklamy przełożyć na lojalność klientów. Bardzo często bowiem największą sztuką jest zatrzymanie pozyskanego klienta. Sam fakt, że zapłacisz za klik, jeszcze nie gwarantuje zdobycia klienta. Dopiero jeśli przykuje się czymś jego uwagę, stanie się to naprawdę możliwe.

Podsumowanie

Copywriting naprawdę się przydaje. To nie są po prostu teksty na stronę czy artykuły reklamowe. Mimo dostępności naprawdę różnych metod promocji okazuje się, że bez tekstów trudno jest w pełni wykorzystać ich potencjał. Dobrze napisane artykuły mają moc, której nie mają filmy, reklamy ani nawet społeczność (a właściwie w tym przypadku trochę inaczej, bo społeczność gromadzi się wokół idei przedstawionej tekstem, który później może okazać się już niepotrzebny). Niezależnie od tego, jaka jest strategia marketingowa, na poziomie taktycznym nieużywanie dobrych tekstów jest błędem. Strategia militarna może przewidywać użycie armii pancernej, która na pewno jest potężniejsza bez piechoty, ale taktyka wymaga, żeby jednostkom pancernym towarzyszyło wsparcie pozornie słabej piechoty. Niezależnie więc od tego, jak się reklamujesz, bez tekstów wygrana będzie tylko kwestią przypadku i szczęścia.

Powiązane wpisy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *